czwartek, 8 listopada 2018

Obudźcie mnie w czerwcu

Wybrałam dziś kraj na reset. A nawet dwa, blisko siebie. 
Jakiś czas temu myślałam o tym, że w przyszłym roku przydałoby się wyjechać gdzieś dalej na urlop, porządnie wypocząć i zobaczyć kawałek świata, bo dawno już daleko tyłka nie ruszałam, a dzisiaj okazja sama wpadła mi w ręce. Szybka, spontaniczna decyzja. W czerwcu jadę. 
Będzie morze, ciekawa architektura i wodospady. :)
Czekam.

środa, 7 listopada 2018

Najlepiej niczego się nie spodziewać

Zwłaszcza po znajomych.
Już dawno przyznałam rację mojej Rodzicielce, która w czasie, gdy miałam miliony znajomych przepowiedziała mi, że jak mi z nich wszystkich jedna osoba zostanie na dorosłe życie, to i tak będzie dużo. Zostało niewiele więcej. 

Szczere relacje koleżeńskie najlepiej udają się dzieciom. Dorośli zazwyczaj są interesowni i odzywają się wtedy, gdy mogą coś dla siebie ugrać. 
Wiadomość od dawno niewidzianej osoby najczęściej oznacza, że ma dla mnie propozycję pracy (bo sama zrezygnowała i szuka kogoś na swoje miejsce) albo zaangażowała się w sprzedaż jakichś gównianych kosmetyków itp. badziewia i szuka nabywców. 

Ostatnio podobny numer wykręciła dawno tutaj wspominana koleżanka ze studiów. Po tym, jak kolejne planowane z nią spotkanie znów nie wypaliło z jej winy (najpierw zaproponowała, a potem nie odzywała się, gdy przyszło do ustalania szczegołów - niepotrzebnie zawracała tyłek), bardzo długo się nie odzywała, po czym wysłała mi prezentację dla frajerów o firmie-piramidzie, dla której teraz pracuje i zapewnienie, że na pewno spotkamy się w grudniu po świętach. W pierwszym odruchu miałam ochotę spytać ją, skąd pewność, czy ja w ogóle jeszcze żyję, skoro już dość długo tego nie sprawdzała, ale ostatecznie ucieszyłam się tylko z tego, że już mi na takich znajomościach nie zależy, że niczego się nie spodziewam, nie oczekuję i jak znowu nic nie wyjdzie z planów, nie zrobi mi to różnicy. I nawet na luzie odpisałam, że mogę się spotkać, o ile mi czas pozwoli. 

Bo mogę, choć nie zależy mi na tym, ale jeśli będzie czas, to czemu nie. 

Nie jest tak, że ja w ogóle zraziłam się do wszystkich ludzi i w związku z  tym uważam, że utrzymywanie kontaktów ze znajomymi nie ma sensu. Absolutnie nie. Spotykać się z ludźmi od czasu do czasu lubię nadal, niedawno zresztą poznałam kilka nowych fajnych osób i dobrze się z nimi bawiłam, ale oduczyłam się czegokolwiek spodziewać, oczekiwać. Z używaniem słowa "przyjaźń" od dawna już jestem ostrożna, a z wiekiem coraz bardziej. I zwyczajnie po prostu nie zależy mi, a czasem wręcz wolę kogoś trzymać na dystans. Ostatnio bardzo mi z tym dobrze. 

piątek, 12 października 2018

Piąteczek

Całe szczęście, że dziś piątek, a weekend zapowiada się dosyć przyjemny, bo chyba bym oszalała. 

Robota wrobiła mnie w duże przedsięwzięcie, podczas którego mam mieć do czynienia z jakimiś ważniakami z innych państw i wyrabiać nadgodziny. Tego mi było trzeba... Zwłaszcza, że angielskiego nie używałam od ładnych paru lat i trzeba będzie co nieco sobie przypomnieć, żeby nie wyjść na debila, a i tak będzie ku temu sporo okazji.

Niby jestem młoda, ale już czasami mam myślenie zgreda i przyłapuję się na tym.
W liceum jak miałam okazję wyjechać za granicę na zjazd uczniów z różnych krajów UE, to się rwałam do tego i nawet konkurs wygrałam, żeby pojechać w nagrodę. Gadałam po angielsku gorzej niż teraz, ale nie przeszkadzało mi to w niczym, spanie po góra cztery godziny na dobę z obcymi ludźmi w pokoju też mi nie przeszkadzało, a teraz się cieszę, że będę mogła chociaż na kilka godzin snu wrócić z tego cyrku do domu i że mnie nigdzie na kilka nocy nie zakwaterują (choć cyrk będzie międzymiastowy). 
Widzę w tej sytuacji korzyści, bo wiem, że w oczach szefostwa wyjdę na osobę zaangażowaną, kompetentną itp. pierdoły, premię pewnie za to dostanę, ale najchętniej, gdyby nie to, że wysłał mnie tam najważniejszy ważniak, lałabym na to i wolałabym się nudzić za biurkiem z herbatą.
No cóż, zamierzam nadmiernie się nie wychylać i przeżyć to jak sraczkę.
Najbardziej mnie śmieszy to, że na 99% tak samo myślą wszyscy w to zaangażowani, a i tak cyrk musi się kręcić. 

Bogu lub losowi dzięki, że chociaż współtowarzysze niedoli normalni i można było się z nimi udać na godzinny spacer dla odreagowania, w ramach wyjścia służbowego. Pogoda była piękna, wiosna w październiku, więc tym bardziej żal by było nie wykorzystać okazji. Normalni ludzie i dobra atmosfera to połowa sukcesu.

A na odreagowanie wkurwu i zmęczenia najlepsza siłownia. Weszłam tam prawie z dołem, a wyszłam z poczuciem zajebistości, nucąc w myślach zasłyszaną tam piosenkę. Teoria o endorfinach wydzielających się podczas wysiłku nie wzięła się z niczego.