sobota, 15 czerwca 2024

Jak to było?

Musiałam już chwilę pomyśleć, żeby przypomnieć sobie, jak tu się zalogować. 

To nie jest tak, że zapomniałam o blogu. Wiele razy chciałam coś napisać, ale zawsze coś w życiu wciągało mnie bardziej. To właściwie dobrze.

Trudno znaleźć czas na pisanie, jak się codziennie wstaje o 4.00, a wraca przed 17, i to nie do pustego domu. Ale tak jest ok. Przynajmniej mam co robić.

Od ostatniego wpisu trochę się u mnie działo. 

Córka nie tylko zaczęła przedszkole, ale już prawie kończy pierwszą grupę. Zapieprza jak nikt wcześniej w tej rodzinie w tym wieku. Wstaje o 5.00, dojeżdża na 7.00, wyrabia tam prawie 9 godzin. Jeździ ze mną, pod mój cyrk (czyt. pracę) i wracamy razem. Zdarzyło jej się stwierdzić, że w przedszkolu mieszka, pytać, czemu nie je tam kolacji i zapowiedzieć, że do szkoły będzie chodzić blisko domu. Rozumiem, i pójdzie blisko. Ale jednocześnie mówi, że się cieszy, że pojedzie do przedszkola i szkoda, że dzisiaj sobota, więc raczej źle nie jest.

Uważam, że dobrą decyzję podjęłam, najpierw zostając z nią na wychowawczym, a potem puszczając ją do przedszkola. Wychowawczy był fajny. Dużo robiłyśmy razem i ona to pamięta i dobrze wspomina. Do tej pory czasem przypomina sobie jakieś nasze zajęcia z tamtego okresu i chce je powtarzać. W przedszkolu za to w rok nauczyła się tyle, ile ze mną nie umiałaby na pewno. Poza tym ma tam kolegów i koleżanki, uczy się życia wśród ludzi. Ma dużo nowych doświadczeń, łatwych i trudnych. Codzienne dojazdy dają jej w tyłek, ale zmienić przedszkola na bliższe domu nie chce, więc jest ok.

Telefon niedawno przypomniał mi jej zdjęcia sprzed dwóch lat i nadziwić się nie mogłam, jaka ona jest już duża. Strasznie szybko czas leci i bardzo to widać na dzieciach. Dopiero robiła w pampersy, a zaraz zacznie gubić zęby.

Z wychowaniem dziecka jest taki paradoks, że jako najtrudniejszy okres przedstawia się wszędzie ten, który jest w gruncie rzeczy mało wymagający. Jest pełno poradników dotyczących niemowlęctwa, a wtedy to tak naprawdę jest łatwa robota. Męcząca fizycznie, ale myśleć za dużo przy tym nie trzeba. Za to później zaczyna się wychowanie i bardziej intelektualna praca. Jak dotrzeć do dziecka, żeby nauczyć go prawidłowych zachowań. Jak wytłumaczyć, że nie pokazuje się palcem kobiety z trądzikiem mówiąc "ospa", ani grubego faceta mówiąc "grubas". Dlaczego nie można w autobusie udawać dinozaura i śpiewać "siku siku mocz" (twórcy tego "dzieła" do ukarania i nie, nie puściłam tego dziecku - wykształciła ją poranna grupa łączona z zerówką). Jak odpowiedzieć w tramwaju na pytanie, czy są duchy, czy lepiej żyć czy nie żyć, dlaczego z cmentarza się nie wraca, co to jest tampon i dlaczego nie można jeść kupy. Tak, to wszystko może się zdarzyć podczas pięciu przystanków. I o tym już mądrych poradników nie ma. Jak to moja mama powiedziała - nie ma, bo nikt nie wie. :) Pewnie rację ma.

Najlepszy jest ubaw (i dobry powód do refleksji nad sobą), jak dziecko zaczyna kopiować teksty z otoczenia. 

Teraz ja mówię! 

Nie możesz! Siedź grzecznie.

Widzę, jak się zachowujesz, tato! 



We wrześniu ubiegłego roku wróciłam do pracy. Mogę powiedzieć, że się odnalazłam, choć po kilku latach przerwy to już jest właściwie inna firma. Dużo nowych ludzi, dużo zmian organizacyjnych. Obowiązków więcej. Ale jakoś w to weszłam i nie zamierzam zmieniać.

Ogólnie mogę powiedzieć, że jest u mnie dobrze. Jedynie, jak zawsze, za szybko leci czas. I za mało mam go dla znajomych, dla których chciałabym mieć go więcej. Pochłania mnie bardzo robota, a po niej rodzina. Czasem znajdę czas na książkę albo jakieś bzdury w tv. Doba jest za krótka, a wszystkiego mieć nie można.