Chyba już zaczynam rozumieć, dlaczego wielu rodziców starszych dzieci od mojego narzeka na konieczność udziału w wywiadówkach. Po tym, jak szatan mnie skusił, żeby dołączyć na fb do grupy matek dzieci urodzonych w tym samym miesiącu i roku co moje, już zaczynam się bać kontaktu z tymi ludźmi. W grupie wytrzymałam kilka dni, a opuściłam ją po tym, jak zobaczyłam zdjęcie obsranego dziecka w głównym poście - bo nie wystarczy już najwyraźniej napisać, że pieluchy firmy X są słabe, trzeba to zobrazować. W odpowiedzi na komentarz krytykujący wstawianie takich zdjęć (nie mój, aż tak daleko się nie posunęłam) święte oburzenie kilkudziesięciu bab pt."a to wasze dzieci nie robią kupy?“. Ręce mi opadły i ucieszyłam się, że gdy ja byłam dzieckiem, moi rodzice nie mieli dostępu do internetu, przynajmniej nie było ryzyka, że w chwili zaćmienia umysłu umieszczą gdzieś moje kompromitujące zdjęcie.
Nie był to wyjątkowy przypadek - fotki obrzyganych dzieci, wnętrza zużytych pampersów, dziecięcej dupy z wysypką itp. to na takich grupach norma.
W ogóle strony parentingowe i grupy o tej tematyce to morze głupoty. Od czasu do czasu da się tam znaleźć przydatne informacje i dlatego jeszcze niektóre z nich obserwuję, ale najczęściej można tam poczytać wojny pt. karmienie piersią kontra butelką (baby się licytują, która karmi dłużej i krytykują te, które karmią butlą, bo "trują dzieci chemią"), poród naturalny kontra cesarka (licytują się publicznie na ilość szwów na kroczu i długość trwania porodu, krytykując te po cesarce, bo "poszły na łatwiznę" (wysłałabym je najchętniej na przymusową łatwiznę wszystkie)), przekłuwanie uszu niemowlakom a starszym dzieciom, rozszerzanie diety po 4. czy po 6. miesiącu. Ja po 4 miesiącach czytania tego mam dość, a siedzą tam aktywne weteranki, mające już dzieci w szkole podstawowej...
* * *
Zajarałam się ostatnio ideą minimalizmu (w sumie to z konieczności - gratów w domu przybywa, a miejsca nie) i ogarnęła mnie mania pozbywania się zbędnych rzeczy. Niewiarygodne, ile się tego ma i nawet czasem się nie wie, że jakaś rzecz w ogóle istnieje. Wydawało mi się, że nie trzymam aż tak wielu zbędnych rzeczy, bo staram się przynajmniej raz do roku robić selekcję, ale jednak te selekcje nie były zbyt dokładne. Sporo wyleciało i jest jeszcze sporo do zrobienia.