Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 sierpnia 2019

Co się z nami stało?

Czasem trochę wkurzam się na siebie, że piszę tutaj tak rzadko i rzadko zaglądam na znane mi blogi, a od dłuższego czasu obserwuję, że nie tylko ja mam problem z częstotliwością. Dzisiaj zaczęłam się zastanawiać (tak, nie mam nic ważniejszego do przemyślenia, mniej więcej raz w miesiącu zdarza mi się taki dzień i wtedy się tutaj odzywam), z czego to może wynikać. 
Teoria, która jako pierwsza przyszła mi na myśl - z dorosłości i związanego z nią brakiem czasu - nie przekonuje mnie. Dlaczego? Po pierwsze, wśród osób od dawna dorosłych nadal można znaleźć takie, które często udzielają się na blogach. Po drugie, dobrze pamiętam, że w czasach, kiedy ja byłam gówniarą, dużo osób znacznie ode mnie starszych nie tylko często pisało na blogach, ale i angażowało się w blogowe znajomości. Po trzecie, ja sama, o czym już tu wspominałam, najczęściej byłam aktywna na blogach, kiedy w życiu miałam najwięcej obowiązków. A poza tym wszystkim jest przecież oczywiste, że to, ile spraw ma się na głowie, nie zależy wyłącznie (a może i nawet w ogóle) od wieku, tylko od indywidualnej sytuacji życiowej. 
Teoria druga - to przez Facebooka i inne tzw. portale społecznościowe? Możliwe, bo zauważyłam, że odkąd takie portale się rozwinęły, część osób przeniosła się z blogów właśnie tam i tam prowadzi swoje strony. Ale ja sama na Facebooku jestem głównie odbiorcą treści, posiadam tam tylko jeden profil pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem, nie prowadzę żadnej strony ani grupy, a mimo to jestem tu rzadko. 
Teoria trzecia - zmiana priorytetów? Teoretycznie mogłoby to pasować, bo wiadomo, że człowiek zawsze znajdzie czas na to, na czym mu naprawdę zależy, odrzucając na rzecz tego sprawy mniej dla niego ważne. Ale czy blog kiedykolwiek był u mnie na liście PRIORYTETÓW? No nie, bez przez przesady! Zmiana priorytetów nie mogła więc mieć znaczenia dla częstotliwości pisania tutaj.
Teoria czwarta - może pisać nie ma o czym? Ależ jest, właśnie uświadomienie sobie tego było powodem, dla którego w ogóle wróciłam na blogspot. Właśnie dlatego też czasami wkurzam się na siebie, że rzadko tu jestem, bo niektóre sprawy warto gdzieś utrwalić przede wszystkim dla siebie, żeby kiedyś mieć fajną pamiątkę. Nadal coś się w moim życiu dzieje, o czymś myślę, coś oglądam, czegoś słucham, coś planuję... Ale może to wszystko nie robi już na mnie takiego wrażenia, jak kiedyś, bo... się starzeję? ;) I nie mam już tak silnej jak dawniej potrzeby dzielenia się pewnymi wydarzeniami z innymi, bo te wydarzenia nie są już dla mnie takie niezwykłe, jak kiedyś? 
Cholera to wie...

* * *
Są dwa (co najmniej) kłamstwa dorosłości:

1. Jako dziecko myślisz, że dorośli wszystko wiedzą, rozumieją i po prostu ogarniają, że nie mają obaw, wątpliwości, wiedzą, jak załatwić każdą sprawę, są tacy dojrzali, poważni i mądrzy. A oni zazwyczaj nie chcą wyprowadzić cię z tego błędu. Kiedy stajesz się dorosłym, uświadamiasz sobie, że to była g. prawda, bo ty dalej nie ogarniasz, nie wiesz, masz pełno wątpliwości, a do tego nikt ci nie pomoże, bo... sam nie ogarnia, nie wie i ma wątpliwości, więc najlepiej jest liczyć na siebie i wierzyć, że jakoś to będzie. Cudowne!
Na szczęście w wyniku życiowych doświadczeń zyskuje się coś, czego objawy widocznie jako dziecko uważałam za tę dojrzałość, wiedzę, umiejętność "ogarniania" - przekonanie, że każda gówniana sprawa jakoś się w końcu rozwiąże, bo z poprzednimi tak było. To akurat lubię.

2. "Jeszcze zatęsknisz za szkołą!" 
No kurde, nie. Nigdy w życiu. Jak ostatnio oglądałam stary odcinek "Rodziny zastępczej", w którym wszystkie dzieci w niedzielne popołudnie musiały się uczyć i odrabiać zadania, z którymi miały problemy, to doszłam do wniosku, że chyba po szkole mam traumę. Jak widzę te wszystkie reklamy w marketach, "witaj szkoło" itd., i promocje na wyprawki, to cieszę się niezmiernie, że mnie to już nie dotyczy. Sto razy bardziej wolę robić te rzeczy, które robię w robocie, choć to w gruncie rzeczy strasznie poważne, dorosłe nudziarstwo. ;)

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Czerwono tu jeszcze nie było

Jak człowiek ma nagle dużo wolnego czasu, to zaczyna myśleć o sprawach, które na co dzień uważa za błahe, np. takich, jak szablon bloga. ;) Od dłuższego czasu coś mi w starym tle nie pasowało, ale zawsze na myśl o szukaniu czegoś nowego ogarniała mnie niechęć i postanawiałam zająć się tym później. L4 inspiruje.

Dużo słuszności jest w powiedzeniu: "Nie chwal dnia przed zachodem słońca". Kilka dni przed chorobą cieszyłam się, że mam dobrą odporność, bo uświadomiłam sobie, że od roku nie zachorowałam. Chwilę po tym dopadło mnie przeziębienie i - o co siebie nie podejrzewałam - przejawy pracoholizmu, bo doszłam do wniosku, że nie będę z takiego powodu odpuszczała sobie pracy i tak dwa dni przechodziłam. Nie wyszło mi to jednak na dobre, bo przeziębienie przerodziło się w gorsze dziadostwo, które usadziło mnie w domu na tydzień z lekami powodującymi dziwne skutki uboczne (np. chęć picia OGROMNYCH ilości wody, więcej niż w czasie najgorszych upałów). Leki co prawda pomogły, ale wypracowaną na siłowni kondycję sprowadziły do poziomu 0. Po tym, jak w dniu dzisiejszym na próbę wyszłam po drobne zakupy i wróciłam z zadyszką, zastanawiam się, czy uda mi się za tydzień wyrwać na rekreacyjną jazdę na rowerze stacjonarnym na poziomie dla początkujących. Czas pokaże. 

Tyle w tym dobrego, że tak naprawdę czułam, że zdycham zaledwie przez jeden dzień, a podczas pozostałych nawet udało mi się odpocząć. Odpuszczając aktywność fizyczną i pracę zyskałam czas na nadrabianie zaległości czytelniczych (trzy książki przeczytane w całości, dokończona jedna rozpoczęta przed zwolnieniem i rozpoczęta kolejna), telewizyjne (nagrane programy, z których można się czegoś dowiedzieć, ale tylko dzięki nagrywaniu, bo są nadawane o nieludzkich porach) i internetowe (dawno nieodwiedzane kanały na YouTube; udało się też odkryć kilka ciekawych nowych). Był czas, by nacieszyć się muzyką (np. odkrywając na Open.fm stację 100% Queen - nadal mi nie przeszło). Nawet mi się to siedzenie w domu zaczęło podobać...

piątek, 26 stycznia 2018

Autoanaliza publiczna

Wędrowałam po blogach, klikając rozmaite linki, aż trafiłam do... siebie. Na stary blog, od osoby, o której zdążyłam już zapomnieć i która sama chyba też zapomniała już o swoim blogu, bo od kilku lat nie pisze. I znów mam okazję do wspominania przeszłości. Czytam, czytam, i kilka wniosków mi się nasunęło.

1. Im człowiek starszy, tym ma bardziej wywalone. I na coraz więcej rzeczy.
Kiedyś denerwowały mnie codzienne obowiązki, w o wiele większym stresie żyłam niż teraz.  Co chwilę miałam wyrzuty sumienia, że czegoś nie zrobiłam, coś sobie odpuściłam. Obawiałam się też, że z Wariatem mi nie wyjdzie, nawet stwierdziłam, że jeśli tak się stanie, to się chyba nie pozbieram, a teraz podchodzę do tego z o wiele większym spokojem. Jest między nami dobrze, narzekać nie mam na co i odchodzić nie zamierzam, ale gdyby stwierdził, że mu lepiej gdzie indziej niż ze mną, to proszę bardzo, na pewno nie zawracałabym sobie dupy błaganiem o powrót. I daleka jestem od twierdzenia, że bym się nie pozbierała, choć uczucie jak po bliskim kontakcie z walcem pewnie byłoby i rewolucja w życiu spora, z gatunku tych nieprzyjemnych.

2. Człowiek zakochany zachowuje się i myśli jak wariat, przez małe "w". 
"Cholernie się cieszę, a jednocześnie mam takiego schiza, jak jeszcze nigdy nie miałam." - chwiejność jak przy jakichś zaburzeniach, prawda? To cytat z dnia, w którym zaczęłam mój związek z moim obecnie już mężem. :)
A to jest jeszcze lepsze, napisane niewiele później:
"Wszystko mnie wali, nie ma takiej rzeczy, która by mnie mogła wyprowadzić z równowagi. Mam gdzieś wredną babę z auta, która chciała mnie rozjechać dzisiaj rano i coś tam krzyczała za szybą, mam gdzieś deszcz i mam gdzieś minusy "roboty", na które niedawno strasznie narzekałam, mam nawet gdzieś, że wywalam kilkanaście złotych dziennie (!!!) na smsy do Niego, mam to w dupie, w tym momencie wkurza mnie jedynie, że odbiorcza skrzynka w telefonie nie ma nieograniczonej pojemności." Problemy pierwszego świata... :)

3. Relacje dorosłego człowieka z rodzicami poprawiają się znacznie po wyprowadzce. 
Dużo tam opisów kłótni z Rodzicielką, a odkąd wyprowadziłam się z rodzinnego domu, pokłóciłyśmy się zaledwie kilka razy, a rozmawiamy ze sobą długo i z przyjemnością.

4. Z wiekiem bardziej ceni się komfort i wygodę. 
"Znowu się nie wyśpię, ale mam to gdzieś. "Wyśpię się w grobie", jak to ma w zwyczaju mówić moja koleżanka K., najwyżej. Albo na emeryturze, jeśli nie podniosą wieku emerytalnego do 100 lat. Póki co mam jeszcze (przez chwilę, dosłownie, ale) 20 i nie zamierzam marnować życia na sen."  - dzisiaj bym sobie na coś takiego nie pozwoliła. Przede wszystkim muszę być wyspana, najedzona, wygodnie ubrana, musi być ciepło,  komfortowo, a dopiero potem mogę sobie innymi sprawami głowę zawracać. ;) Jak spałam za mało, to wszystko może poczekać, no chyba że by mi się chata paliła.

5. Im jestem starsza, tym coraz mniej mam, jak to na starym blogu określiłam, "dołów bezprzyczynowych". Widocznie po prostu nie mam czasu na pierdoły, a poza tym patrz: wniosek nr 1. 

Podsumowując, stwierdzam, że upływ czasu działa na moją korzyść...


środa, 27 grudnia 2017

O tym, co po, jak u wszystkich

Na początku chcę podziękować za wszystkie życzenia, które otrzymałam od Was z okazji świąt. Zakładając tego bloga nastawiałam się raczej na pisanie do siebie, a jednak zaglądają tu ludzie, a nawet ostatnio pojawiają się nowi. To miłe, że jednak ktoś coś tu dla siebie znajduje, zawsze to przyjemniej. :)

Święta minęły mi całkiem miło. Wigilię spędziłam z mężem, nacieszyliśmy się wolnym wspólnym czasem. Nawet udało się nam zrobić bardzo dobre jedzenie (na co dzień stanie przy garach ograniczamy do minimum, więc to jest coś ;)). Drugi dzień to odwiedziny u teściów i u rodziców.
U teściów pojawiły się tradycyjne tematy, np. praca i polityka. Rodzina Wariata zadaje nam różne pytania, ale chyba tylko po to, żeby zadać, bo nic z tego potem nie pamięta. W efekcie na prawie każdym spotkaniu słyszę pytanie o to, do kiedy obowiązuje moja umowa o pracę i co dalej, jakbym ja to miała wiedzieć. Ja nawet nie wiem, do kiedy dokładnie ta umowa obowiązuje i póki co mam to gdzieś, wystarczy mi wiedzieć, do którego miesiąca. Przyjdzie czas, to sprawdzę i pójdę gdzie trzeba, dowiedzieć się, na czym stoję, ale na razie nie mam zamiaru zawracać sobie tym głowy. Tematy polityczne bardzo lubi Wariata ciotka, z którą się zupełnie w tym sprawach nie zgadzam, ale nie dyskutuję, bo nie ma to sensu. Z miłośniczką Rydzyka i PiS nigdy się nie dogadam, a tylko mi się ciśnienie podniesie. Lepiej popatrzeć w przestrzeń i wypić łyk herbaty, ewentualnie wykorzystać sposób koleżanki z czasów szkolnych na nudnych nauczycieli - zawiesić się i potakująco kiwać głową, nie słuchając. ;) Niestety, nawet podczas stosowania drugiego sposobu zawsze coś do uszu dojdzie, przez co zapamiętałam, że zakaz handlu w niedzielę jest dobry, bo niedziela to dzień dla rodziny, nie warto mieć innych kanałów telewizyjnych niż TVP 1, TVP 2, TVP info i Trwam,  a jakiś piosenkarz amerykański był masonem. 
U moich rodziców było normalniej. Pewnie dlatego tak to odbieram, bo to moja bliska rodzina. W każdym razie Wariat też nie narzekał. Nie ma tam osobników nawiedzonych politycznie, więc rozmawiało się łatwiej. Za to jak zwykle czekała na nas góra jedzenia, którą usiłowano w nas wepchnąć pomimo zapewnień, że już nam wystarczy. 
Drugi dzień świąt spędziliśmy u siebie, ale w towarzystwie mojego brata, jego żony i dziecka. Młody wszedł w fazę buntu i jego reakcją na wszystko jest "nie". Potrafi odmówić czystego pampersa, ciastka, na które pokazywał przed chwilą, a nawet twierdzić, że na drugi koniec miasta będzie szedł, bo na tekst o jeździe autem mówi "nie". Dogadaliśmy się bardzo dobrze tylko w jednej kwestii - kiedy odpowiedział na moje pytanie, czy będzie jeszcze strzelał fochy. ;) Odpowiedź oczywiście brzmiała "nie", szkoda tylko, że nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością.
Dostałam od nich bardzo dobrą herbatę, którą teraz pochłaniam w nieprzyzwoitych ilościach. Bardzo ładnie pachnie i pływają w niej jakieś niebieskie kwiatki. Chyba zacznę ją kupować.

Zaraz wyruszam w miasto pozałatwiać kilka spraw. Przy okazji trochę pochodzę, bo brakuje mi ruchu po tym siedzeniu przy stole. ;) Na jutro mam w planach spotkanie z koleżanką ze studiów. Nie widziałyśmy się prawie rok. Fajny mam urlop, nie mogę narzekać na nudę, szkoda tylko, że tak szybko mija...




wtorek, 22 sierpnia 2017

O korzyściach z tej zabawy

Chwilę po opublikowaniu pierwszego wpisu zastanawiałam się, po co właściwie to zrobiłam, skoro pewnie nie wystarczy mi na pisanie cierpliwości i czasu i na pewno za tydzień to wykasuję. A potem mi przyszło do głowy, że jednak to była dobra decyzja, bo odzyskałam narzędzie, którego tak naprawdę chyba mi brakowało.

Czasem zaglądałam na stary, zamknięty już blog i dziwiłam się temu, jak wiele się zmieniło. Z wielu powodów ukryłam tamten blog przed ludzkim wzrokiem, ale nie usunęłam go całkowicie. Z przyjemnością odświeżałam przy jego pomocy wspomnienia z czasów liceum, studiów, początku związku... Wpadałam tam czasem, żeby przypomnieć sobie dawne muzyczne obsesje  (czyli lubiane piosenki - język tamtego bloga chyba nigdy ze mnie nie wyjdzie ;)). Czytając zapiski z nieprzespanych nocy podczas studenckich wakacji, cieszyłam się, że zapisałam to wszystko i bawiła mnie bardzo myśl, że będę mogła to jeszcze kiedyś czytać - jak będę jeszcze bardziej różna od autorki tamtych słów niż teraz. Wyobrażałam sobie, że może kiedyś to Wariatowi pokażę, jak już będziemy starymi zgredami po kilkudziesięciu latach małżeństwa (chociaż my czasami już jesteśmy jak te zgredy). :D A może pokażę, ubawi się. Póki co, chłop nieświadomy niczego nadal nie wie, że był opisany, chociaż o dawnej blogowej aktywności mu się wygadałam.

Blog to wspaniałe narzędzie do utrwalenia przeszłości, kopalnia wspomnień. Przydaje się bardzo do analizy życia i zmian, jakie zaszły i w nim, i w nas samych. A poza tym uczy uważniejszego patrzenia na świat i na siebie, dostrzegania tego, co ciekawe w naszym życiu (choćby tylko dla nas). Samo założenie bloga uruchomiło w mojej głowie pomysły na kolejne wpisy, na tematy, o ktorych mogłabym tu wspomnieć. Przed powrotem tutaj wydawało mi się, że kiedyś to miałam o czym pisać, bo byłam młodsza (brzmię jakbym miała 62 lata co najmniej, a nie 26... :D), bardziej aktywna, więcej robiłam, a teraz to już ze mnie taka nudna baba, co tylko do pracy i do domu i tak w kółko i już, krótko mówiąc, czas umierać. :D ;) A jak pomyślałam o tym, jak kiedyś pisałam, jakie poruszałam tematy i co by to mogło być teraz, to nagle się okazało, że ta baba z nudnym życiem jednak coś lubi, czegoś słucha,  coś czyta, coś ją bawi. To coś tutaj będzie, żeby było co wspominać... na przykład po kilkudziesięciu latach małżeństwa. ;) 

PS 
A pisanie bloga z telefonu to dla mnie nowość zupełna, ale bardzo dobra opcja! Nagle się okazało, że mam na to czas i moja spowodowana pracą zawodową alergia na komputery nie jest tu przeszkodą.