Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2019

Po przerwie...

Jak widać życie realne wciągnęło mnie skutecznie na prawie miesiąc przed moim wyczekiwanym wyjazdem. 
Z Chorwacji wróciłam zadowolona i z głową pełną  planów na kolejne podróże - taki wypoczynek wciąga! 
To, czego najbardziej się obawiałam, czyli długa podróż, okazało się nie aż tak uciążliwe, choć pod koniec jazdy w tamtą stronę zaczęłam się bać, że skały i tunele zaczną mnie nawiedzać w koszmarach sennych, bo tak wiele ich zobaczyłam pod rząd. ;) Widok z hotelowego pokoju (i z prawie każdego miejsca w miejscowości, w której się zatrzymałam), wynagradzał wszystko. 
Co mnie zaskoczyło?
1. Znajomość polskiego. Gdy mój mąż był w Chorwacji kilka lat temu, trafił do miejscowości, w której ludzie w ogóle niechętnie rozmawiali w językach obcych, więc spodziewałam się, że tym razem będzie podobnie, a nie mieliśmy żadnych problemów z komunikacją. Co najlepsze - w niektórych przypadkach polski sprawdzal się lepiej niż angielski. Ta sama sytuacja w Bośni i Hercegowinie.
2. Wycieczki-niespodzianki.
Po pierwsze, zwiedzanie nieuwzględnionego wcześniej w planie miasta w Bośni i Hercegowinie, z dość długim czasem wolnym. Uśmialismy się z Wariatem z tego, jakie życie robi niespodzianki, bo gdyby nam ktoś kilka lat temu powiedział, że będziemy spacerować po bośniackim mieście, to bym mu powiedziała, że chyba oszalał. Kilka lat temu odkryliśmy zespoły muzyczne z tamtych rejonów, więc było to ciekawe doświadczenie - zobaczyć, w jakich warunkach powstawało to, czego lubiliśmy słuchać. 
Druga niespodzianka to spacer po Budapeszcie w drodze powrotnej, dla mnie ciekawy przede wszystkim dlatego, że w wieku nastoletnim miałam obsesję na punkcie pewnego węgierskiego aktora i filmu, którego akcja toczyła się właśnie tam. Wtedy wymyśliłam sobie, że kiedyś tam pojadę...
3. Słońce! Nie spodziewałam się, że będzie grzało aż tak intensywnie. Na czas mojego pobytu zapowiadali ok. 23 stopni (i podobno tyle było), ale czułam się tak, jakby było o 10 więcej, a po powrocie przez tydzień zrzucałam skórę i wyglądałam tak, że nawet dentystka polecała mi środki na oparzenia słoneczne. :D I tak nie żałuję...

Podobno podróże kształcą. Ta we mnie wykształciła zamiłowanie do obijania się w czasie urlopów poza domem. Tak mi się spodobało, że we wrześniu znowu urządzam sobie wycieczkę, tym razem skromniejszą i krótszą, na terenie Polski, ale zawsze to coś innego niż codziennie mijane w drodze do i z pracy drogi. A na przyszły rok mam już kilka pomysłów i jeszcze nie wiem,  co z tego ostatecznie wyjdzie.



środa, 8 maja 2019

Plany nie organy, ale lepiej, żeby niektóre (niektóre!) grały

To już jest u mnie regułą, że większa część dnia spędzona w domu bez towarzystwa = wspominki, piosenki o upływającym czasie, wkurzenie na to, że ten dzień tak szybko mija i ochota na pisanie tutaj.

Zastanawia mnie, czy tylko ja zawsze się tak urządzam, że podczas prawie każdego urlopu latam albo po urzędach, albo po lekarzach, czy to jest normalne i logiczne, bo na co dzień nie ma na to czasu? Podobno stereotypowy Polak na urlopie robi remont - to już przerabiałam i przez kilka najbliższych lat nie zamierzam powtarzać, więc nadeszła pora na inne ciekawe zajęcia, jak np. wizyty u dentysty. 
Niby w dużym mieście jest pełno gabinetów, więc może się wydawać, że znalezienie wolnego terminu jest łatwe, ale jest też do tych gabinetów wielu chętnych i okazuje się, że umówienie się na termin po pracy to sztuka. Po kilku próbach w różnych miejscach zwątpiłam i wybrałam termin przypadający w uwzględniony w planie urlopów dzień wolny, za 2,5 tygodnia, w południe. A na tej wyczekanej wizycie okazało się, że potrzebuję jeszcze czterech i tym sposobem mam już plany na kolejny urlop! ;) (W tym plany wydatków...). A konkretnie tydzień po wyjeździe za granicę, na który już z niecierpliwością czekam, dziwiąc się oczywiście, że tego czekania już tak niewiele zostało.

Doczekać się już nie mogę tej wycieczki i mam nadzieję, że pogoda dopisze i nie spieprzy moich planów. I że mnie szlag w drodze nie trafi, bo nie wiem, jak wysiedzę w autokarze o wiele dłużej niż w robocie! 

Tak czy inaczej, zamierzam tam porządnie się zrelaksować i tym razem nie mam zamiaru odebrać ANI JEDNEGO telefonu z pracy. W końcu, jak to ma w zwyczaju mawiać jedna moja pracowa znajoma, "[instytucja] się nie zawali", a inną znajomą, która dostąpiła zaszczytu zastępowania mnie podczas nieobecności, trzeba nauczyć samodzielności. Była na tym samym szkoleniu, co ja, dostała ode mnie szczegółową instrukcję na piśmie, wielokrotnie już pokazywałam jej, co i jak, a i tak ma wiecznie problem i podczas urlopu truje mi dupę, bo jak zwykle czegoś nie wie. Wygląda na to, że za bardzo ją do tej możliwości przyzwyczaiłam i najwyższy czas się wycofać.
Tak to niestety jest z ludźmi, że jak się ich do dobrego przyzwyczai, to chcą z tego korzystać regularnie i do oporu, a jak ktoś nie jest wystarczająco asertywny, to w krótkim czasie może pozbawić się kilku bardzo istotnych elementów życia, takich jak czas wolny, możliwość wypoczynku i realizacji osobistych planów (a jak jest, to może i znajomych! i czasami dobrze). Bycie uprzejmym i pomocnym nie zawsze popłaca, a najczęściej jednak nie, zwłaszcza w pracy. I chociaż ostatnio (sama nie wiem kiedy) nauczyłam się żyć z tym, że plany nie zawsze grają (wyleczyłam się z perfekcjonizmu i bycia do przesady zorganizowaną), to zakłócania planów związanych z należnym mi wypoczynkiem nie zaakceptuję. 

Ciekawe to jest, że jak człowiek chce coś w sobie zmienić i mocno z tym walczy, to często nic z tego nie wychodzi, a czasem takie pozytywne zmiany dokonują się same i zauważa się je dopiero po jakimś czasie, jak już się nawet o chęci dokonania tych zmian zdążyło zapomnieć. Już chyba ponad rok temu zauważyłam, że bywam zbyt mocno perfekcjonistyczna, co utrudniało mi życie, bo denerwowałam się, jeśli coś nie wyszło zgodnie z moim planem, nawet jeśli to była mało znacząca pierdoła. Niedawno zauważyłam, że nauczyłam się żyć na luzie. Chciałam coś zrobić rano, ale wstałam w południe? Super, to znaczy, że mam luźny, domowy dzień, a plany zrealizuję przy najbliższej okazji. Dawniej bym przez cały dzień próbowała to jednak zrealizować i wkurzałabym się, że przez późnią pobudkę nie ze wszystkim zdążę. Zamierzałam wpaść po kilka rzeczy do galerii, ale ktoś wyciągnął mnie na spacer? Zakupy nie są pilne, więc zrobię je jutro, a spacer będzie przyjemny, więc idę. Zauważyłam w ostatnich tygodniach kilka takich przykładów. O wiele przyjemniej żyje się z takim podejściem i trochę żałuję, że nie działałam tak wcześniej.
Ostatnio dużo spraw mam w dupie i bardzo mi z tym dobrze. Dowiedziałam się, że ktoś coś o mnie wygaduje z zazdrości - niech gada! To jego problem, nie mój. Dawniej bym o tym myślała i zastanawiała się, czy może powinnam coś robić inaczej.
Chyba straciłam kolejną koleżankę - bo nie chciałam, by mój dom posłużył jej i obcej mi jej koleżance za hotel, więc zamilkła. Jak widać byłam wg niej przydatną opcją w dużym mieście, a że opcja okazała się niedziałająca, odzewu brak. Nie szkoda mi.

Podobno człowiek zmienia się co 7 lat. Jeśli to jest ta moja zmiana na 28, to ja jestem za. Nie walczę ze sobą i z tym, na co nie mam wpływu, pieprzę. 

sobota, 22 grudnia 2018

Podsumowania i plany

Odnalazłam wpis z początku stycznia tego roku, w którym pisałam o moich życzeniach związanych  z tym rokiem. Chciałam tylko i aż spokoju w życiu prywatnym i pozostania w obecnej robocie. I żeby ten rok był podobny do poprzedniego. Był podobny, ale o wiele bardziej spokojny, co mi się podoba. Udało się wszystko.

Na kolejny rok nie robię postanowień (od ładnych paru lat ich nie robię), ale mam plany. Po pierwsze liczę na udany wyjazd, o którym już wspominałam. A po drugie mam plan osobisty, do którego się zabieram od jakiegoś czasu jak tzw. pies do jeża, ale ochotę na jego realizację mam ostatnio coraz większą. Ciekawe, co z tego wyjdzie.

Zrobiłam w tym roku coś nietypowego dla mnie, tzn. nie wzięłam urlopu w grudniu. Bardziej mi się przyda w styczniu na załatwianie spraw urzędowych (będę zmuszona m.in. pozbyć się z dowodu zdjęcia osiemnastolatki, które rzeczywiście zrobiło się trochę nieaktualne... Przy ślubie od tego uciekłam,  za to teraz zmusza mnie bank, przypominając natrętnie, że bez aktualnego dowodu nic u nich nie załatwię - to jednak motywuje ;)). Mam za to trochę świętego spokoju przed świętami, z racji tego, że wypadają zaraz po weekendzie. Zamierzam nadrabiać zaległości czytelnicze i może filmowe. 

W związku ze świętami nie szaleję - jedzenie kupione czeka w lodówce, nie są to wielkie ilości, bo też ile można zjeść we dwoje. Sprzątam na bieżąco, więc w tym temacie również szaleństwa nie będzie. Mogę spokojnie siedzieć w domu i się obijać, czekając na prezenty. ;)

Nie wiem, kiedy się tutaj następnym razem pojawię, dlatego już teraz życzę tym z Was, którzy obchodzą nadchodzące święta, żeby udało się spędzić je tak, jak tego oczekujecie. Przede wszystkim zdrowia i możliwości odpoczynku, bo to przyda się chyba każdemu. ;)
I wszystkim już życzę udanego roku 2019. ;)


czwartek, 8 listopada 2018

Obudźcie mnie w czerwcu

Wybrałam dziś kraj na reset. A nawet dwa, blisko siebie. 
Jakiś czas temu myślałam o tym, że w przyszłym roku przydałoby się wyjechać gdzieś dalej na urlop, porządnie wypocząć i zobaczyć kawałek świata, bo dawno już daleko tyłka nie ruszałam, a dzisiaj okazja sama wpadła mi w ręce. Szybka, spontaniczna decyzja. W czerwcu jadę. 
Będzie morze, ciekawa architektura i wodospady. :)
Czekam.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Odkrywczy wniosek i plany zrodzone w upale

Jeśli człowiek jest od dłuższego czasu na wiele rzeczy wkurwiony, a w szczególności na pracę, powinien wziąć urlop.

Mnie się na szczęście udało, zaczynam go w poniedziałek, ale już żałuję, że będzie za krótki. Zdążę sobie zrobić w domu kolejny rozpierdziel (czyt. remont), a potem uzbieram kasę i w przyszłym roku lecę gdzieś w cholerę, tak daleko, jak jeszcze nie byłam. Chcę zafundować sobie pobyt w nieco odmiennym klimacie i zastanawiam się jeszcze, czy wybrać chłodniejsze miejsce, czy może piekarnik, gdzie 40 stopni jest normalne. Nieco bardziej mam ochotę na to drugie, bo w upały nie umieram, a zimno to jest przez większą część roku w Polsce. Czas pokaże, co mi z tego wyjdzie... Potrzebuję porządnego resetu i relaksu połączonego z porcją nowych wrażeń.

Co jakiś czas mam, szczególnie w robocie, bojowy nastrój, czyli chęć wykrzyczenia współpracownikom, że mają ode mnie wypierdalać jak najdalej, mimo że tak ogólnie ich nawet lubię, chyba zresztą z wzajemnością. Zmalała mi tolerancja na głupie pomysły i procedury. I na komentarze na ich temat zwłaszcza. Każdy wie, i ja rownież, że pewna procedura jest do dupy, ale mimo to niektórzy mają ochotę akurat do mnie przychodzić i oznajmiać mi, że "to jest kurwa paranoja i debilizm", jakbym sama nie wiedziała. Zawsze przyciągałam ludzi, którzy chcieli się ze mną dzielić swoimi "mądrościami". Kiedyś to były dziwne typy na imprezach i w wieczornych autobusach, później przeszło na współpracowników. Najwyraźniej jestem już na to skazana.

Upał jest taki, że nic tylko siedzieć na tyłku przy wentylatorze, a nie chodzić do roboty i kleić się do stosów kartek. 
Zamiast ambitnej literatury czytam ostatnio leciutkie popularne pierdoły i nawet nie drażnią mnie zawarte w nich banały. Potrafię też oglądać durne programy w tv i jedyne, co mnie drażni, to - jak mówi mój sąsiad z bloku naprzeciwko przy otwartych oknach - "kurwa znowu jebana reklama"... Lubię gościa, chociaż nawet nie wiem, jak wygląda - znam go tylko ze słyszenia. Reszta tego chłamu mnie po prostu bawi.

Tego słońca chyba już za dużo.... ;)