piątek, 27 maja 2022
Strach pisać cokolwiek
niedziela, 25 lipca 2021
Zbiór bzdur
Córka właśnie rozpoczęła noc, a ja mam trzy godziny do powrotu męża. Żyć, nie umierać.
Będę monotematyczna, ale trudno, moje prawo tutaj. Przypomniało mi się jeszcze kilka idiotyzmów związanych z podejściem ludzi do rodzicielstwa.
Pierwszy można streścić zdaniem, które moja córka ma wypisane na jednym ze swoich ubrań: "Don't grow up little one". Kupiłam ten ciuch, bo był w pięciopaku i nie różowy, a za każdym razem zakładając go córce myślę o tym, jaki ten napis jest idiotyczny. Czy ci wszyscy ludzie, którzy wypisują w necie, jak to im dzieci zbyt szybko dorastają, zbyt szybko przestają ich potrzebować tak bardzo jak niemowlaki, naprawdę by chcieli, żeby było inaczej? Na serio chcą, żeby nie chodziły, nie mówiły i były w pełni od nich zależne? Ja rozumiem, że tu może chodzić o zbyt szybki upływ czasu, ale mnie zawsze jak o tym czytam przypominają się chore dzieci z siepomaga, które przez swoje choroby nie mogą rozwijać się w prawidłowym tempie i kurde, no nie... Nic nie poradzę na to, że mam takie skojarzenia, ale mojej córce i sobie życzę, żeby dorastała i stawała się coraz bardziej samodzielna jak najszybciej. Jak chcę sobie popatrzeć na noworodka, włączam sobie nagrania z ubiegłego roku i nie mam potrzeby przerabiać tego nadal w domu na żywo. Są ludzie, którzy wszystko by dali za to, żeby ich dziecko rozwijało się jak inne. Zdrowe, rozwijające się prawidłowo dziecko to szczęście i z tego się trzeba cieszyć, a nie narzekać, że rośnie. Niech się rozwija, niech rośnie, gada, idzie, niech żyje normalnie, a nie przywiązana do mnie.
Numer dwa to hit z grup dla mamusiek: "Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko". I znowu rozumiem sens - matka jest nie tylko matką, nie powinna wyłącznie poświęcać się macierzyństwu, ma prawo zadbać o inne sfery życia, zrobić coś dla siebie, odpocząć. Ale zawsze jak czytam to zdanie, przychodzą mi na myśl matki, które czują się szczęśliwe jak sobie popiją albo przyćpają, albo takie, którym przynosi ulgę spuszczenie dziecku wpierdolu za byle co. Zrobiłam się chyba czepialska i zrzędliwa, ale tak mi się to kojarzy.
Numer trzy: "żeby było widać, że to dziewczynka" - cytat mojej teściowej. Ja nie wiem, skąd w ludziach taka obsesja pokazania całemu światu, jakiej płci człowieka spłodzili, i to jak najszybciej. Na internetowych grupach mamuśki pytają, gdzie przekłuć uszy kilkumiesięcznym dzieciom. Trzeba zadać dziecku ból nie pytając go o zgodę, żeby było wiadomo, że to dziewczynka. Co z tego, że może połknąć kolczyk lub rozerwać sobie ucho, co z tego, że to zwyczajnie boli zanim się zagoi (wiem, bo zrobiłam to sobie na własne życzenie jako nastolatka) - zadaniem dziewczynki jest przede wszystkim wyglądać. Jej płeć muszą przecież poznać obcy ludzie na ulicy. Ubrać trzeba koniecznie na różowo (trudno znaleźć dla córki cokolwiek w innym kolorze), żeby było wiadomo, że dziewczynka. Trzeba ubrać niemowlaka w kieckę i nieważne, że raczkując może wywalić się przez nią na świeżo wyrośnięte zęby, ale wygląda jak dziewczynka! Dla kogo, cholera, dla matki w domu?! Jeśli macie w otoczeniu rodziców z małą dziewczynką, nie kupujcie jej w prezencie sukienek, kolczyków, opasek na głowę i innych różowych gówien. Jak rodzice są normalni, to docenią. Moja kilka sukienek ma - wszystkie dostała w prezencie. Niektórych nigdy nie założyła, bo sztywne, na bank niewygodne, inne przetestowała raczkując i zostały jej zabrane ze względów bezpieczeństwa. Nauczy się porządnie chodzić, będzie chciała sukienki - proszę bardzo, ale teraz ma latać w szortach, przynajmniej się w nich nie zabije. O kolczykach dla niej pomyślę, jak sama mi powie, że chce. Od teściowej dostała różową opaskę na głowę - "żeby było wiadomo, że to dziewczynka". Wiadomo, po to się nosi uciskający łeb kawałek szmaty - żeby obcy wiedzieli. Przy pierwszej próbie założenia wywaliła ją dwa metry od siebie. Uśmiałam się w środku cudownie. Dziecko czasami od dorosłych mądrzejsze.