Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja miejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja miejska. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 grudnia 2017

Samolot kupię (jak ktoś da mi kasę)

Na poprzednim blogu często narzekałam na komunikację miejską. Opisywałam zasłyszane rozmowy współpasażerów i ich nietypowe zachowania. Od pewnego czasu już tego nie zauważam, bo czas dojazdu wykorzystuję na czytanie albo słuchanie muzyki. Po robocie na czytanie nie mam siły, a za bardzo to lubię, żeby sobie odmawiać, więc czytam rano, w drodze. Zestarzałam się i najstarsze pokolenie boi się już mnie zaczepiać w celu zdobycia miejsca, więc nie muszę się obawiać, że ktoś mi lekturę przerwie, a wsiadam na początku trasy, jak jeszcze są wolne miejsca. Jest komfort. ;) Nie miałabym na co narzekać, gdyby nie ogłoszenie dotyczące świątecznego rozkładu jazdy. Zgodziłam się na maraton - odwiedziny tego samego dnia u teściów i u rodziców (jest to masakra, bo mieszkają po przeciwnych stronach miasta, na obrzeżach - ponad godzina jazdy, a my też delikatnie mówiąc nie w centrum), a te dziady z komunikacji miejskiej piszą, że nie pojedzie tramwaj do teściów i do rodziców moich też nie. Pół dnia przez dojazdy w dupę, bo trzeba będzie okrążać miasto i jechać dłużej niż by to normalnie było. Muszę wreszcie opracować narzędzie do teleportacji. 

Swoją drogą - rodzina Wariata w porządku, on sam jeszcze lepszy, ale zawsze muszą wybierać na miejsce zamieszkania takie zadupia, że się gorzej robi. :D Wariat przed ślubem mieszkał z nimi w nielubianej przeze mnie dzielnicy, oczywiscie po przeciwnej stronie miasta niż mój dom rodzinny, a niedawno jego rodzice przeprowadzili się do innej, też podobnej. Nie dość, że to brzydkie, to daleko (ale dzięki temu uniknęłam mieszkania z teściami, co wielu osobom nie wychodzi na dobre - właśnie lokalizacja zniechęcała mnie najbardziej, od początku mówiłam, że ja TAM mieszkać nie będę).

Samolot muszę kupić, bardziej to realne niż teleportacja...
;)

niedziela, 1 października 2017

Trzeba się zaprezentować

Wczoraj życie dostarczyło mi kolejnego dowodu na to, że "za moich czasów" pod pewnymi względami jednak było lepiej.
Po odwiedzinach u moich rodziców odbyliśmy z Wariatem podróż wieczornym autobusem z centrum. Za nami siedziały dwie małolaty, z rozmowy wynikało, że w wieku licealnym. Wybierały się na imprezę i opowiadały sobie przebieg innych imprez, wymieniały też wrażenia na temat kosmetyków i przedstawicieli płci przeciwnej. Dowiedziałam się,  że jak się idzie do nowej szkoły, na przykład do pierwszej klasy liceum, to "trzeba się dobrze zaprezentować", oczywiście wizualnie. Dziewczyny obgadywały jakąś znajomą, z której "się straszna maniura zrobiła", po tym jak rozpoczęła naukę w liceum - ich zdaniem zaczęła się zbyt mocno malować. Jedna z nich wyznała, że jak zaczynała szkołę, bardzo przejmowała się tym, czy dobrze wygląda i pilnowała, żeby mieć dobrze zrobiony makijaż. Chwilę przed opuszczeniem autobusu zaczęły się przeglądać w lusterkach i poprawiać to, co ich zdaniem poprawić należało. Jedna z nich zauważyła przy tym, że pojawią się na imprezie jakiś czas po jej rozpoczęciu, co oznacza, że wszyscy już będą pijani, a "laski na szczęście już będą brzydkie".
Dziewczyny wspominały też chłopaka wspólnej znajomej, który nie wywarł na nich dobrego pierwszego wrażenia, bo krzyczał na swoją dziewczynę, przeklinał, podobno ją bił, ale jednak później okazał się spoko, bo "nawet da się z nim pogadać" i "ma takie ładne oczy, chociaż kurdupel"...

Po raz kolejny przekonałam się, że gdy ja byłam nastolatką, wygląd zewnętrzny nie był aż tak istotny, przynajmniej nie w gronie moich znajomych. Przed rozpoczęciem liceum owszem, myślałam, żeby się dobrze zaprezentować, ale nie miałam ambicji zostania najbardziej wystrojoną dziewczyną w klasie. Myślałam o tym, czy spotkam ludzi, którzy podzielą moje zainteresowania, z którymi się dobrze dogadam. Chciałam się zaprezentować jako ciekawa osoba, a wygląd zewnętrzny nie miał tu nic do rzeczy.
Był w klasie taki jeden przystojny cham, który swoją dziewczynę traktował jak gówno. Był ładny, owszem, ale wszyscy potępiali jego zachowanie i śmiali się z jego głupich tekstów. Podpuszczali go i specjalnie pytali, dlaczego jest ze swoją dziewczyną. Jego odpowiedź: "Bo ma fajną dupę, fajne nogi, a z twarzy może być" pewnie byłaby dziś memem z jego zdjęciem, gdyby wtedy memy były popularne. Koleś był pośmiewiskiem, a nie obiektem westchnień.
Kiedy szłam na imprezę, oczywiście starałam się dobrze ubrać, wymalować czy zrobić ciekawszą niż na co dzień fryzurę, ale przede wszystkim cieszyłam się, że spędzę czas ze znajomymi i poznam nowych ludzi. Nie przypominam sobie, żebym myślała o tym, czy inne laski będą ładniejsze czy brzydsze ode mnie.

Zaczynam się cieszyć, że nie urodziłam się później.