Piosenka chorego na raka
podlewającego pelargonie
Rak jest choroba nieuleczalną
Śmierć jest zjawiskiem nieodwracalnym
W śmiesznym ubranku w piżamie pasiastej
Podlewam pelargonie
Pelargonie jak krew czerwone
Pelargonie białe jak mleko
W błękitnym brzęku lata o zmierzchu
Na szpitalnym balkonie
Ptaki wróżą rosę doktorze
Rosa biała furie upałów
Ja podlewam nasze pelargonie
Mądry biały doktorze
Rak jest chorobą nieuleczalną
Życie jest treścią niezwyciężoną
Trzeba uważać w dni upalne
żeby nie zwiędły pelargonie
--------------------------------------
Dawno nie trafiłam na wiersz, który tak mocno kojarzyłby mi się z moją rzeczywistością. Nie pisałam wcześniej, bo do takich tematów trudno znaleźć nastrój, zresztą sama nigdy o tym nie zapomnę, więc do utrwalania tematu tutaj mi się nie spieszyło. Ale ten wiersz chcę sobie utrwalić, więc przy okazji...
Od czerwca nie mam ojca. Zmarł z powodu tego cholerstwa wymienionego w wierszu. A za życia był pasjonatem kwiatów. Leżąc w szpitalu w ostatnich tygodniach życia wydawał rodzinie dyspozycje dotyczące tego, co uprawiał na balkonie, kiedy jeszcze mógł. Pytał, co wyrosło, chciał oglądać zdjęcia tego, co nasadził. Na balkonie wśród kwiatów ma zrobione jedno z ostatnich zdjęć. I ja na swoim balkonie mam kwiaty, które dał mi, gdy jeszcze był zdrowy. A podczas naszych ostatnich spotkań pytał, czy już kwitną i mówił, że trzeba często podlewać... Zakwitły dzień po jego śmierci, jak na ironię. Za to jeszcze się trzymają.
A co poza tym?
Kilka odkrywczych wniosków z ostatnich miesięcy:
1. Cierpienie nie uszlachetnia, tylko pozbawia ludzi możliwości bycia sobą. A przynajmniej to, co ja widziałam.
2. Trzeba żyć tak, żeby nikt nie musiał sprzątać naszego syfu.
To wniosek po sprawie, do której zostałam wciągnięta przez nieznanego mi nawet... kuzyna teścia. W skrócie - narobił długów i umarł, a syf ciągnął się za nim po całej rodzinie, aż po moje dziecko i musieliśmy w związku z tym latać po sądach.
3. Trzeba się pilnować, żeby nie stać się osobą, której przeszkadza wszystko. Nawet to, że ktoś dobrze się bawi, nikomu nie robiąc krzywdy. Miałam ostatnio kilka razy kontakt z takimi osobami i to jest okropnie upierdliwe.
4. Lepiej ugryźć się w język, a jeszcze lepiej - pomyśleć o czymś, co dotyczy naszego własnego życia i tym się zająć, zanim powie się komuś po stracie bliskiego cokolwiek w związku z tym tematem. A zwłaszcza, jeśli chce się udzielać rad, w szczególności dotyczących ubioru, spędzania czasu i dbania o grób. Chyba, że osoba sama o rady prosiła.
5. Nie tkwić w gównianej sytuacji narzekając na nią, a jednocześnie nie próbując zrobić nic, by ją zmienić. Takie życie dla narzekania.
6. Trzeba starać się, jak mi zresztą nakazał na koniec mój tata, żyć pełnią życia. I nie przejmować się pierdołami, które nie mają większego znaczenia, bo życie jest na to za krótkie.
7. A jak ktoś robi coś, co nam w powyższym przeszkadza, to też cytując mojego tatę z końcówki życia (gdy język mu się wyostrzył o wiele bardziej niż wcześniej) - niech spierdala.
To była pod koniec jego metoda na wszystko i rada na wszystkie problemy. I choć w swoim życiu powiedział wiele bardziej kulturalnych słów, to właśnie te chcę sobie tu utrwalić. Bo czy nie są w wielu sytuacjach słuszne?