wtorek, 22 sierpnia 2017

O korzyściach z tej zabawy

Chwilę po opublikowaniu pierwszego wpisu zastanawiałam się, po co właściwie to zrobiłam, skoro pewnie nie wystarczy mi na pisanie cierpliwości i czasu i na pewno za tydzień to wykasuję. A potem mi przyszło do głowy, że jednak to była dobra decyzja, bo odzyskałam narzędzie, którego tak naprawdę chyba mi brakowało.

Czasem zaglądałam na stary, zamknięty już blog i dziwiłam się temu, jak wiele się zmieniło. Z wielu powodów ukryłam tamten blog przed ludzkim wzrokiem, ale nie usunęłam go całkowicie. Z przyjemnością odświeżałam przy jego pomocy wspomnienia z czasów liceum, studiów, początku związku... Wpadałam tam czasem, żeby przypomnieć sobie dawne muzyczne obsesje  (czyli lubiane piosenki - język tamtego bloga chyba nigdy ze mnie nie wyjdzie ;)). Czytając zapiski z nieprzespanych nocy podczas studenckich wakacji, cieszyłam się, że zapisałam to wszystko i bawiła mnie bardzo myśl, że będę mogła to jeszcze kiedyś czytać - jak będę jeszcze bardziej różna od autorki tamtych słów niż teraz. Wyobrażałam sobie, że może kiedyś to Wariatowi pokażę, jak już będziemy starymi zgredami po kilkudziesięciu latach małżeństwa (chociaż my czasami już jesteśmy jak te zgredy). :D A może pokażę, ubawi się. Póki co, chłop nieświadomy niczego nadal nie wie, że był opisany, chociaż o dawnej blogowej aktywności mu się wygadałam.

Blog to wspaniałe narzędzie do utrwalenia przeszłości, kopalnia wspomnień. Przydaje się bardzo do analizy życia i zmian, jakie zaszły i w nim, i w nas samych. A poza tym uczy uważniejszego patrzenia na świat i na siebie, dostrzegania tego, co ciekawe w naszym życiu (choćby tylko dla nas). Samo założenie bloga uruchomiło w mojej głowie pomysły na kolejne wpisy, na tematy, o ktorych mogłabym tu wspomnieć. Przed powrotem tutaj wydawało mi się, że kiedyś to miałam o czym pisać, bo byłam młodsza (brzmię jakbym miała 62 lata co najmniej, a nie 26... :D), bardziej aktywna, więcej robiłam, a teraz to już ze mnie taka nudna baba, co tylko do pracy i do domu i tak w kółko i już, krótko mówiąc, czas umierać. :D ;) A jak pomyślałam o tym, jak kiedyś pisałam, jakie poruszałam tematy i co by to mogło być teraz, to nagle się okazało, że ta baba z nudnym życiem jednak coś lubi, czegoś słucha,  coś czyta, coś ją bawi. To coś tutaj będzie, żeby było co wspominać... na przykład po kilkudziesięciu latach małżeństwa. ;) 

PS 
A pisanie bloga z telefonu to dla mnie nowość zupełna, ale bardzo dobra opcja! Nagle się okazało, że mam na to czas i moja spowodowana pracą zawodową alergia na komputery nie jest tu przeszkodą. 

2 komentarze:

  1. heh, jak mi brakowało Twojego pisania - serio, mam wrażenie, że to Tobie przychodzi naturalnie ;)
    co do bloga, to przecież nie trzeba go pisać codziennie, jest kiedy mamy na niego ochotę, to jest właśnie w blogu fajne, że nie ma przymusu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to bardzo mi milo. :) Jesteś drugą osobą, która w krótkim czasie powiedziała mi o tym, że przecież nie trzeba pisać codziennie - wspominałam o chęci powrotu w rozmowach z innym blogerem.
    I mamy kolejną zaletę - kontakty z ludźmi. Z niektórymi blogerami z dawnych czasów wciąż jestem w kontakcie, chociaż blogi, od których zaczęły się znajomości juz nie istnieją, a niektórzy już wcale nie pisza.

    OdpowiedzUsuń