Ostatnio często czułam, że bardzo przydałby mi się reset mózgu - wakacje albo dłuższy urlop. Szkoda tylko, że to drugie już wykorzystałam, a to pierwsze mi się nie należy. Na kilka dni wolnych od pracy (ale tylko kilka, niestety) muszę czekać jeszcze ponad miesiąc. Wariat miał podobnie. Postanowiliśny więc zresetować się inaczej, wykorzystując aktualnie dostępne środki. Jeden odpowiednio spędzony weekend sprawił, że znowu poczułam się tak, jak w wakacje na studiach. Tego mi było trzeba.
W sobotni wieczór postanowiłam poczekać na powrót Wariata z pracy, co oznaczało siedzenie do północy. Uruchomiłam komputer, YouTube i Facebooka, jak kiedyś prawie codziennie. Kiedy wrócił, zaczęliśmy omawiać różne nasze sprawy i ogólnie cieszyć się swoim towarzystwem i tak się zrobiła 3:16 - ostatnia godzina, którą pamiętam przed snem, kiedyś moja ulubiona pora zasypiania.
W niedzielę wstaliśmy o 13.00... Nie pamiętam już, kiedy ostatnio mi się to udało. O 18.00 zaczynał się koncert, na który niedawno dostałam bilety i z trudem udało nam się na niego zdążyć, takie mieliśmy tempo. :) Dobrze, że się wybraliśmy, bo nie żałuję, koncert był całkiem fajny. Idąc na niego po raz kolejny poczułam się jak w wakacje lub weekend na studiach - jedyne, co zdążyłam tego dnia zrobić, to ogarnąć się i wyjść, a już był prawie wieczór. Na ulicach ludzie, z których większość pewnie wstała rano, a ja wyspana, niedawno obudzona, dopiero zaczynam dzień. :) To mi się podoba i jak już będę emerytką, zamierzam powrócić do tego trybu życia. ;) Jest dla mnie najlepszy.
Po koncercie był wieczorny spacer w deszczu na następny przystanek, bo tramwaj miał jechać za 9 minut, a nam nie chciało się stać. Szliśmy w okolicach naszego pierwszego wynajmowanego wspólnego mieszkania, przy okazji podróż sentymentalna. Wróciliśmy do domu na wielką herbatę i zaznaczyliśmy na ulotkach kolejne wydarzenia do zobaczenia w miejscu koncertu. Takie weekendy trzeba powtarzać. Wracamy tam już za tydzień. :)
Nadziwić się nie mogę, że gdzieś wyszliśmy i szykuje się powtórka. Ostatnie miesiące mieliśmy przeładowane różnymi sprawami do załatwienia i przez to zaniedbaliśmy wspólne przyjemności, które są jednak ważne. Najwyższy czas to zmienić, bo jak się przekonaliśmy, takie drobne wspólne przyjemności nie są bez znaczenia.
Zaplanowana jakiś czas temu nauka sztuki relaksu chyba idzie nam dobrze. ;)
W sobotni wieczór postanowiłam poczekać na powrót Wariata z pracy, co oznaczało siedzenie do północy. Uruchomiłam komputer, YouTube i Facebooka, jak kiedyś prawie codziennie. Kiedy wrócił, zaczęliśmy omawiać różne nasze sprawy i ogólnie cieszyć się swoim towarzystwem i tak się zrobiła 3:16 - ostatnia godzina, którą pamiętam przed snem, kiedyś moja ulubiona pora zasypiania.
W niedzielę wstaliśmy o 13.00... Nie pamiętam już, kiedy ostatnio mi się to udało. O 18.00 zaczynał się koncert, na który niedawno dostałam bilety i z trudem udało nam się na niego zdążyć, takie mieliśmy tempo. :) Dobrze, że się wybraliśmy, bo nie żałuję, koncert był całkiem fajny. Idąc na niego po raz kolejny poczułam się jak w wakacje lub weekend na studiach - jedyne, co zdążyłam tego dnia zrobić, to ogarnąć się i wyjść, a już był prawie wieczór. Na ulicach ludzie, z których większość pewnie wstała rano, a ja wyspana, niedawno obudzona, dopiero zaczynam dzień. :) To mi się podoba i jak już będę emerytką, zamierzam powrócić do tego trybu życia. ;) Jest dla mnie najlepszy.
Po koncercie był wieczorny spacer w deszczu na następny przystanek, bo tramwaj miał jechać za 9 minut, a nam nie chciało się stać. Szliśmy w okolicach naszego pierwszego wynajmowanego wspólnego mieszkania, przy okazji podróż sentymentalna. Wróciliśmy do domu na wielką herbatę i zaznaczyliśmy na ulotkach kolejne wydarzenia do zobaczenia w miejscu koncertu. Takie weekendy trzeba powtarzać. Wracamy tam już za tydzień. :)
Nadziwić się nie mogę, że gdzieś wyszliśmy i szykuje się powtórka. Ostatnie miesiące mieliśmy przeładowane różnymi sprawami do załatwienia i przez to zaniedbaliśmy wspólne przyjemności, które są jednak ważne. Najwyższy czas to zmienić, bo jak się przekonaliśmy, takie drobne wspólne przyjemności nie są bez znaczenia.
Zaplanowana jakiś czas temu nauka sztuki relaksu chyba idzie nam dobrze. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz