niedziela, 1 października 2017

Trzeba się zaprezentować

Wczoraj życie dostarczyło mi kolejnego dowodu na to, że "za moich czasów" pod pewnymi względami jednak było lepiej.
Po odwiedzinach u moich rodziców odbyliśmy z Wariatem podróż wieczornym autobusem z centrum. Za nami siedziały dwie małolaty, z rozmowy wynikało, że w wieku licealnym. Wybierały się na imprezę i opowiadały sobie przebieg innych imprez, wymieniały też wrażenia na temat kosmetyków i przedstawicieli płci przeciwnej. Dowiedziałam się,  że jak się idzie do nowej szkoły, na przykład do pierwszej klasy liceum, to "trzeba się dobrze zaprezentować", oczywiście wizualnie. Dziewczyny obgadywały jakąś znajomą, z której "się straszna maniura zrobiła", po tym jak rozpoczęła naukę w liceum - ich zdaniem zaczęła się zbyt mocno malować. Jedna z nich wyznała, że jak zaczynała szkołę, bardzo przejmowała się tym, czy dobrze wygląda i pilnowała, żeby mieć dobrze zrobiony makijaż. Chwilę przed opuszczeniem autobusu zaczęły się przeglądać w lusterkach i poprawiać to, co ich zdaniem poprawić należało. Jedna z nich zauważyła przy tym, że pojawią się na imprezie jakiś czas po jej rozpoczęciu, co oznacza, że wszyscy już będą pijani, a "laski na szczęście już będą brzydkie".
Dziewczyny wspominały też chłopaka wspólnej znajomej, który nie wywarł na nich dobrego pierwszego wrażenia, bo krzyczał na swoją dziewczynę, przeklinał, podobno ją bił, ale jednak później okazał się spoko, bo "nawet da się z nim pogadać" i "ma takie ładne oczy, chociaż kurdupel"...

Po raz kolejny przekonałam się, że gdy ja byłam nastolatką, wygląd zewnętrzny nie był aż tak istotny, przynajmniej nie w gronie moich znajomych. Przed rozpoczęciem liceum owszem, myślałam, żeby się dobrze zaprezentować, ale nie miałam ambicji zostania najbardziej wystrojoną dziewczyną w klasie. Myślałam o tym, czy spotkam ludzi, którzy podzielą moje zainteresowania, z którymi się dobrze dogadam. Chciałam się zaprezentować jako ciekawa osoba, a wygląd zewnętrzny nie miał tu nic do rzeczy.
Był w klasie taki jeden przystojny cham, który swoją dziewczynę traktował jak gówno. Był ładny, owszem, ale wszyscy potępiali jego zachowanie i śmiali się z jego głupich tekstów. Podpuszczali go i specjalnie pytali, dlaczego jest ze swoją dziewczyną. Jego odpowiedź: "Bo ma fajną dupę, fajne nogi, a z twarzy może być" pewnie byłaby dziś memem z jego zdjęciem, gdyby wtedy memy były popularne. Koleś był pośmiewiskiem, a nie obiektem westchnień.
Kiedy szłam na imprezę, oczywiście starałam się dobrze ubrać, wymalować czy zrobić ciekawszą niż na co dzień fryzurę, ale przede wszystkim cieszyłam się, że spędzę czas ze znajomymi i poznam nowych ludzi. Nie przypominam sobie, żebym myślała o tym, czy inne laski będą ładniejsze czy brzydsze ode mnie.

Zaczynam się cieszyć, że nie urodziłam się później. 

6 komentarzy:

  1. i to pisze kobieta urodzona na poczatku lat 90 ,gdy ja zdawalem amture .....
    ale o dziwo ,za moich licealnych czasow bylo tak samo, wazne bylo zeby sobie wyrobic dobra opinie u nauczyciela juz na poczatku ,bo to wszakze szkola srednia i nie podstawowka... a jesli chodzi o wyglad zewnetrzny to byly mundurki to znaczy bluzy dla dziewczyn i marynarki dla facetow .
    kiedys nasza pani od polskiego podczas odpytywania przygladala sie kolezance bo ta pomalaowal sobie rzesy ( III klasa liceum ) i na koniec mowi do niej : ndst wiecej czasu nad ksiazka a mniej przed lustrem i prosze mi zmyc to cos z oka ...i po krzyku ...
    Mieszkjac w Rzymie swego czasu widzialem rano mlodziez jakaca do gimnazjum ichniejszego i czasami zastanawialem sie czy to sa uczennice czy panie wracajace z pracy z pod latarnii ...o tempora o mores !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ominęły mundurki, w liceum nie było rygorystycznych zasad jesli chodzi o ubiór. Pamiętam, że w szkolnym regulaminie był nawet zapis, że można mieć delikatny makijaż i farbować włosy na kolory naturalne (słowa "delikatny" i "naturalne" były tu kluczowe). To już duża różnica w porównaniu do tego, co pamiętasz ze swojej szkoły. Wydaje mi się jednak, że dla osób, z którymi wtedy się zadawałam, wygląd nie był aż tak istotny. Makijaż owszem był, ubieralismy się różnorodnie,ale nie przypominam sobie, żeby ktoś obsesyjnie ten makijaż poprawiał i przejmował się swoim wyglądem tak, jak te dziewczyny z autobusu.

      Usuń
  2. czy ja wiem, czy tylko nastolatki tak mają, niektóre moje koleżanki z pracy też :D ja na szczęście jestem facetem, więc na mój strój nie zwracają aż tak uwagi, choć mam taką jedną koleżankę, która non-stop pyta mnie się, gdzie kupiłem bluzę czy spodnie, bo by mężowi to samo kupiła... męczące to :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety potrafią zwrócić uwagę na strój u faceta i skomentować go w swoim gronie. ;) Nie szukają u Ciebie inspiracji dla siebie, ale część z nich na pewno patrzy. ;)

      Usuń
  3. Ja mam w pracy koleżankę dobiegającą sześćdziesiątki, która utknęła stylistycznie w osiemnastej wiośnie swego życia i ni cholery ruszyć dalej nie może. Jej młodzieżowy styl to jest dopiero dramat. Co do młodzieży, to wydaje mi się, że zdecydowanie są inni, ale nie znaczy to, że gorsi. Jest teraz przyzwolenie na wieczorowe makijaże do szkoły, co za moich zamierzchlych czasów było nie do pomyślenia. Dostrzegam też jeszcze jedną różnicę - my potrafiliśmy czytać ze zrozumieniem, a obecnie u młodzieży to nie jest wcale oczywiste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde pokolenie jest inne i robi coś, co starszym pokoleniom w głowie się nie mieści. Daleka jestem od twierdzenia, że takie już to młodsze pokolenie jest, że tylko na wygląd patrzy i nic w głowie nie ma.;) To byłoby głupie uogolnienie, na pewno krzywdzące dla sporej grupy licealistów. Za moich czasów było już przyzwolenie na makijaż, ale pamiętam, jak uderzyła mnie różnica w traktowaniu przez nauczycieli uczniów tylko o dwa lata młodszych - kiedy ja byłam w pierwszej klasie liceum, a moi koledzy palili pod szkoła papierosy, przyprowadzila ich do dyrekcji policja i problemów mieli sporo.Kiedy byłam w maturalnej, klasa pierwsza paliła fajki pod oknami dyrektora, bez reakcji.

      Usuń