bo to grzech
Bóg dał nam Paryż, Wenecję
architekturę secesyjną, zegarki
i zegary Art deco
dał nam poziomki
zamglone świty za oknem kawiarni
sklepy
dał nam Tomasza Manna oraz Prousta
a także wrzosowiska Irlandii
oraz wymyślił bilard i nastolatki
i tysiąc innych rzeczy
jak wodospady, Boską Komedię,
fajki, wiersze Rilkego,
ulice wysadzane plantami
na południu, amerykańskie
samochody z lat czterdziestych,
pióra Mont Blanc, przewodnik
po Grenadzie oraz
Koniaki Giny Whisky I Bordeaux
na pewno nie w tym celu
żebym siedział
przez osiem godzin dziennie
w pracy
jak jakiś chuj.
(Andrzej Kotański, Canto)
Uwielbiam ten tekst. :) Wykopałam go dziś z pliku z tego typu różnościami. Zapisałam go tam, zanim zaczęłam chodzić do pracy na 8 godzin dziennie, a teraz podoba mi się jeszcze bardziej.
Mam właśnie kolejny urlop (pracoholizm mi nie grozi). W zimie lubię brać urlopy często, bo wszystko, co wiąże się z obowiązkami, wkurwia mnie trzy razy bardziej niż w słoneczne dni. Za to latem, kiedy wszyscy chcą mieć urlop, chodzenie do pracy mi szczególnie nie przeszkadza. Może dlatego, że długo jest jasno i nie mam poczucia, że tracę w niej cały dzień.
Dzisiejszy dzień poświęciłam na poszukiwania siebie z przeszłości - rozmyślania nad tym, co było, jaka byłam, co lubiłam itd. W poszukiwaniach pomógł komputer. W tych urządzeniach chyba wielu z nas ma pół swojego życia.
Odkąd pamiętam, lubiłam wspominać przeszłość, oglądając rozmaite związanie z nią pamiątki, ślady, słuchając dawniej lubianych piosenek. Mam kilka narzędzi, które to ułatwiają:
1. Pamiętniki. Różnego rodzaju. Papierowe prowadziłam od początków podstawówki do pierwszych lat dorosłego życia. Potem je zniszczyłam, bo nie bardzo było wiadomo, co z nimi zrobić, żeby były bezpieczne, a poza tym moje przemyślenia z czasów podstawówki na niewiele już mogły mi się przydać. Mam też taki plik na kompie, w którym sporadycznie robię notatki o tym, co przyjdzie do głowy albo wrzucam znalezione w sieci teksty (stąd np. Canto). 25 stron w ciągu czterech lat, nie jest to dużo, ale już niektóre rzeczy powspominać fajnie. No i blogi. Poprzedni zablokowany i ten, tworzony głównie po to, żeby kiedyś mieć co powspominać.
2. Playlisty. Wiele piosenek wywołuje u mnie wspomnienia, kojarzy się z konkretnym wydarzeniem lub okresem w życiu. Dużo dawniej słuchanych piosenek mam na zewnętrznym dysku, sporo w folderach o nazwach typu "lipiec 2011". Tak mi łatwiej szukać tego, czego chcę. Spory kawałek mojej historii to lista ulubionych piosenek na YouTube - zaczęłam ją tworzyć 11 lat temu. Miałam też taką listę na wrzuta.pl, dopóki jej nie zniszczyli. Teraz podobną funkcję zaczyna pełnić Tidal, ale na razie jest za mało "archiwalny". ;)
3. Demotywatory.pl - demoty dodane do ulubionych. To, co podobało mi się, śmieszyło, z czym się zgadzałam, co było aktualne na danym etapie życia. Lista tworzona od klasy maturalnej, początkowo nie w tym celu - po prostu chciałam zgromadzić to, co mi się podoba. Dopiero przeglądając ulubione po jakimś czasie zauważyłam, że widać w nich jakąś część mojego życia.
4. List do siebie z przyszłości. Trafiłam kiedyś na stronę, która umożliwia napisanie listu i wysłanie go na swój adres mailowy w terminie przez nas określonym. Zrobiłam sobie niespodziankę na urodziny, które miałam mieć za kilka lat. Napisałam kilka pytań o sprawy dla mnie wówczas ważne, o to, jak się rozwiązały, jak się dalej życie potoczyło, czy nadal jest dla mnie ważne to, co w chwili napisania listu. Był to bardzo dobry pomysł, bo do czasu tych urodzin zdążyłam zapomnieć o tej stronie, wysłanym liście i o większości poruszonych w nim problemów, a podany na stronie adres mailowy zachowałam, więc list doszedł. Ciekawe doświadczenie.
5. Metody tradycyjne, nie komputerowe - pudełko i teczka, w których mam kilka dupereli jeszcze z dzieciństwa, widokówki i kartki świąteczne od rodziny i przyjaciół itp., a do tego zeszyt z ulubionymi wierszami i cytatami z książek. Kiedyś miałam taki zeszyt prowadzony przez ok. 10 lat, po kilku latach zaczęłam przy cytatach pisać daty. Kiedy poszłam na studia, które opierały się głównie na czytaniu lektur, przestałam robić dopiski, bo poświęcałabym na to połowę dnia, potem zeszyt gdzieś zaginął, chyba go wywaliłam przy przeprowadzce. A niedawno sobie znowu taki założyłam. Na pewno zapiszę tam mniej niż kiedyś, piszę w nim o wiele rzadziej, bo czytam głównie w tramwajach, a nie wożę go ze sobą. Ale jest, może będę dzięki niemu miała co wspominać, jak naprawdę będę zgredem. ;)
A tu taki "lipiec 2011", piosenka, której treść kompletnie teraz nie odnosi się do mojego życia, ale wtedy była słuchana obsesyjnie. Znaleziona wtedy na fejsbukowym profilu koleżanki, dziś na wspomnianej playliście na YT, tło wielu nocnych rozmów na prehistorycznym narzędziu - GG. ;)
"Canto" wisi u mnie w pracy nad biurkiem. Tubylcom nie przeszkadza bo nie rozumieją ani słowa :)
OdpowiedzUsuńZaczynam zazdrościć. ;) Nie mogę sobie niestety na to pozwolić.
UsuńFajnie mieć tak czas sięgnąć do przeszłości gdzieś zapisanej.
OdpowiedzUsuńU mnie niestety nadal życie w biegu, może kiedyś do tego co piszę sięgnę, zresztą piszę to właśnie z tego powodu, by kiedyś wiedzieć jak wyglądało to życie w biegu, praktycznie nieustającym.
Piszesz dość dużo, więc będziesz miał fajną pamiątkę na przyszłość. Ja dlatego też wróciłam do pisania, bo na co dzień nie zajmuje to wcale dużo czasu, nawet żyjąc w biegu się da, a potem fajne momenty są utrwalone i miło powspominać albo przypomnieć sobie, z iloma problemami daliśmy sobie radę, zobaczyć jak się zmieniały poglądy, o czym myśleliśmy. Warto to zbierać.
UsuńWiersz fajny :)
OdpowiedzUsuńCo do wspomnień. Nie chętnie wracam do przeszłości. Nic dramatycznego się nie wydarzyło, ale jakoś nie lubię tego robić.