Od dawna uważam, że najlepszym sposobem na zbyt długo trwającą nudę lub bezprzyczynowe doły jest odpowiednie wypełnienie czasu. Jeśli człowiek od dłuższego czasu czuje, że coś by porobił, ale nie wie co, niby jest dobrze, ale czegoś brakuje, niby jest zadowolony z życia, ale nie tak na 100%, albo zaczyna przejmować się byle gównem, to najwyższa pora sobie coś dowalić. Można iść na studia albo jakieś kursy, znaleźć dodatkową pracę, kupić sobie zwierzaka, albo zacząć chodzić na siłownię, jak ja w tym tygodniu. Albo zacząć robić cokolwiek innego, byleby tylko sprawiało przyjemność i zajmowało minimum godzinę dziennie, a najlepiej trochę więcej.
Z tą siłownią to niezupełnie zaczęłam, bo już kiedyś przechodziłam coś około roku, ale potem motywacja mi zmalała. Za bardzo polubiłam leniwe weekendowe poranki, które przeciągają mi się często do południa (tzn., że chodzę w piżamie do ok. 12.00). A potem mnie oświeciło, że przecież nie trzeba tam chodzić w weekendy. Tym sposobem bezpośrednio po robocie lecę do miejsca A lub miejsca B (oba są w świetnej lokalizacji) i robię tam różne dziwne rzeczy, o które bym w dawnych czasach siebie nie podejrzewała. Ciekawa jestem, ile wytrwam tym razem. Na razie zadowolona jestem, bo:
- mam dobrze wypełniony czas, tzn. jak wracam do domu, to mam ochotę tylko zjeść i walnąć się na łóżko, ale nie jestem aż tak zmęczona, żeby nie dać rady w tym łóżku poczytać albo pooglądać tv,
- fizycznie czuję się lepiej, nie taka "zasiedziana" (kto ma siedzącą pracę, ten zrozumie) - ruchu ewidentnie mi brakowało,
- paradoksalnie, wracając do domu później, jestem mniej zmęczona - to zmęczenie było najwyraźniej skutkiem braku ruchu.
Z tym hobby, o którym wspominałam w poprzednim wpisie, już mi przeszło. Moja Rodzicielka kiedyś powiedziała, że mam milion pomysłów na życie na minutę i chyba niewiele się pomyliła. Najważniejsze, że mimo to nuda mi nie dokucza.
A tak z innej beczki, zaczyna mnie wkurzać, że umiera coraz więcej wykonawców muzycznych, których lubiłam i których twórczość kojarzy mi się z dobrymi momentami w życiu. Zaczęło się od wokalisty Linkin Park, potem była chyba O'Riordan, następnie Avicii i teraz Kora (wiem, że takie zestawienie może dziwić, ale tak już mam, że lubię słuchać wszystkiego). Za dużo.
Ćwiczenia to podstawa, sama chodzę na fitness i jeżdżę na rowerze. Poprawiają samopoczucie, a także kondycję i wygląd. Kora była ikoną rocka i taką pozostanie...
OdpowiedzUsuńTo prawda, same korzyści są z ćwiczeń. Najlepiej to widac, jak się na jakiś czas przestanie - na początku niby nic się nie dzieje, ale potem czuje się, że kondycja była lepsza, widzi się, że ciało wyglądało lepiej, no i to "zasiedzenie" do tego.
UsuńA dziś Stańko odszedł... :(
OdpowiedzUsuńTak, na dokładkę, zaraz po Korze.
UsuńZ tym hooby jest tak, że warto wziąć się za jedną rzecz a konkretnie.
OdpowiedzUsuńMacanki są dobre ale tylko na początku.
Ja na siłownie chodzę regularnie (jeśli zdrowie i czas dopisuje)czyli co drugi dzień,
Co do ludzi... taki już nas los...
Najważniejsze, że pozostawili po sobie ślad.
U mnie to teraz ok. 5 dni w tygodniu. Mam nadzieje, ze długo wytrwam. :) Na razie mi się podoba.
UsuńA co do drugiego tematu - racja, że najważniejsze, że pozostawili coś po sobie. Nie ma ich, ale nadal można ich słuchać.
:) Zazwyczaj jadę na siłownię rano, żeby nie mieć "rozmemlanego" dnia :)
OdpowiedzUsuńTo tez fajny pomysł, siłownia budzi lepiej niż kawa. :) Ja niestety zbyt wcześnie prace zaczynam, żeby rano zdążyć.
UsuńZatem powinienem bardzo mocno wypełnić swój czas ^^ Dzięki za radę ;-) Pomyślę nad tym :D
OdpowiedzUsuńSpróbuj. U mnie działa. ;)
UsuńSpróbuję :)
UsuńTeż zawsze powtarzam, że jak człowiek ma za dużo czasu na myślenie, to głupoty do głowy przychodzą. ;-) Oczywiście nie można popadać w skrajności, ale fajne hobby czy siłownia mogą wyjść tylko na dobre! :)
OdpowiedzUsuń