Dziwny sen miałam ostatnio. Siedziałam na bardzo wysokim drzewie (nie pamiętam, jak się tam znalazłam) i chciałam z niego zejść, bo bałam się, że spadnę, ale najbliższa niższa gałąź była tak daleko, że bałam się ryzykować. Siedziałam, patrzyłam w dół, trzymając się mocno gałęzi i nie mogąc się nadziwić, jak wysoko jestem. Najpierw bardzo się przestraszyłam, że nie mam nawet jak wezwać pomocy, bo nie mam przy sobie telefonu (a to drzewo było na odludziu), a chwilę później pomyślałam, że nie trzeba się tak bać, bo ten problem na pewno się jakoś rozwiąże, jak wszystkie inne w życiu. I wtedy się obudziłam.
Od dawna interesuje mnie, skąd się niektóre sny biorą w mojej głowie i bardzo często dostrzegam w nich czytelną analogię do mojego życia. Tym razem też zaraz po obudzeniu wiedziałam, o co tu chodzi. Robota.
Jakiś czas temu wspominałam, że wrobiono mnie tam w duże przedsięwzięcie. Teraz to ruszyło. Po siedmiu latach przerwy w używaniu angielskiego (a w pisaniu oficjalnej korespondencji jeszcze dłuższej - to było chyba na maturze...) piszę sobie w tym języku z ważniakami i... to idzie. Ale czuję się przy tej robocie jak dzieciak we mgle, bo nie dość, że mam być z nimi w kontakcie, to jeszcze być dla nich kimś w rodzaju koordynatora/przewodnika. Gdyby wiedzieli, jak dobrze ogarnia sytuację osoba, na której mają polegać, to by polegli, ale ze śmiechu. Podobne uczucie miałam ostatnio w pierwszych dniach na uczelni - nie wiedziałam co, gdzie, z kim i kiedy i byłam w nowej sytuacji zdania wyłącznie na siebie. Teraz jest bardzo podobnie.
Wsadzili na drzewo i trzeba wysiedzieć.
a może nie doceniasz się? ;)
OdpowiedzUsuńMożliwe, w tej sytuacji poczułam się na głęboką wodę wrzucona. Ale na szczęście już wracam na moje tradycyjne tory w myśleniu - bardziej mnie to wkurza niż martwi. ;)
UsuńPS Wracaj na bloga. ;)
Znajomy psychiatra takie "głupie" sny tłumaczył mi zawsze w jeden sposób - mózg daje sobie upust w nocy żeby nie zwariować w dzień. I coś w tym jest :)
OdpowiedzUsuńA to prawda. :)
UsuńMam dom w koronach drzew. Na czubkach moich świerków jest z białymi poduchami z białą kanapą .zawsze słońcem, zawsze ciepłem ale już tak dawno tam nie byłam. Chętnie nie byłam. Ostatnio gdy z Dorotą tańczyłyśmy i szczęście jakie taniec produkował uniosło nas tam i pozwoliło odpocząć od wszystkiego. Może później byłam tam chwilę posiedzieć ze Starszym Panem...nie pamiętam...zapominam słowa, obrazy. Wszystko . Opowiedziała Pani sen..., pamiętam mój sen najpiękniejszy lub może najniesamowitszy w życiu. Obudziłam się z pewnością, ze stuprocentową pewnością,że jestem w ciąży i wszystko się zgadzało i wszystko nie było snem a wszystko prawdą tylko ,że byłam w ciąży z nią...w pierwszych godzinach po przebudzeniu nawet to nie było przeszkodą . Nie wiem jak być mogło ale nie było dopiero po kilku dniach euforii pomieszanej z racjonalnym zaprzeczeniem kazałam sobie przestać. Kupiłam test. Zrobiłam. Koniec snu ...chociaż czasami wydaje mi się ,że to nie było tak ,że poroniłam krzywdząc Anię i zostawiając ją na pastwę świata.
OdpowiedzUsuń