środa, 7 listopada 2018

Najlepiej niczego się nie spodziewać

Zwłaszcza po znajomych.
Już dawno przyznałam rację mojej Rodzicielce, która w czasie, gdy miałam miliony znajomych przepowiedziała mi, że jak mi z nich wszystkich jedna osoba zostanie na dorosłe życie, to i tak będzie dużo. Zostało niewiele więcej. 

Szczere relacje koleżeńskie najlepiej udają się dzieciom. Dorośli zazwyczaj są interesowni i odzywają się wtedy, gdy mogą coś dla siebie ugrać. 
Wiadomość od dawno niewidzianej osoby najczęściej oznacza, że ma dla mnie propozycję pracy (bo sama zrezygnowała i szuka kogoś na swoje miejsce) albo zaangażowała się w sprzedaż jakichś gównianych kosmetyków itp. badziewia i szuka nabywców. 

Ostatnio podobny numer wykręciła dawno tutaj wspominana koleżanka ze studiów. Po tym, jak kolejne planowane z nią spotkanie znów nie wypaliło z jej winy (najpierw zaproponowała, a potem nie odzywała się, gdy przyszło do ustalania szczegołów - niepotrzebnie zawracała tyłek), bardzo długo się nie odzywała, po czym wysłała mi prezentację dla frajerów o firmie-piramidzie, dla której teraz pracuje i zapewnienie, że na pewno spotkamy się w grudniu po świętach. W pierwszym odruchu miałam ochotę spytać ją, skąd pewność, czy ja w ogóle jeszcze żyję, skoro już dość długo tego nie sprawdzała, ale ostatecznie ucieszyłam się tylko z tego, że już mi na takich znajomościach nie zależy, że niczego się nie spodziewam, nie oczekuję i jak znowu nic nie wyjdzie z planów, nie zrobi mi to różnicy. I nawet na luzie odpisałam, że mogę się spotkać, o ile mi czas pozwoli. 

Bo mogę, choć nie zależy mi na tym, ale jeśli będzie czas, to czemu nie. 

Nie jest tak, że ja w ogóle zraziłam się do wszystkich ludzi i w związku z  tym uważam, że utrzymywanie kontaktów ze znajomymi nie ma sensu. Absolutnie nie. Spotykać się z ludźmi od czasu do czasu lubię nadal, niedawno zresztą poznałam kilka nowych fajnych osób i dobrze się z nimi bawiłam, ale oduczyłam się czegokolwiek spodziewać, oczekiwać. Z używaniem słowa "przyjaźń" od dawna już jestem ostrożna, a z wiekiem coraz bardziej. I zwyczajnie po prostu nie zależy mi, a czasem wręcz wolę kogoś trzymać na dystans. Ostatnio bardzo mi z tym dobrze. 

4 komentarze:

  1. noooo, ja już też "wyleczyłam" się z takich przyjaźni. Odzywają się jak mają interes. I na pohybel takim trutniom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa! Są nieliczne wyjątki, ale tylko potwierdzają znane powiedzenie o tym, że wyjątek potwierdza regułę.

      Usuń
    2. sorki za tą autoreklamę - rzucam link :)

      http://jagatoja.pl/2018/05/przyjazn.html

      Usuń
    3. Nic nie szkodzi, w końcu to autoreklama w temacie. :)
      Czytałam juz kiedyś ten wpis, nawet jest tam mój komentarz, w którym właściwie to samo napisałam, co teraz u siebie. Przerabiałam podobne historie i kilka znajomości, które uważałam za przyjaźń, bokiem mi wyszło. O ile kontakt się po prostu urwał, bo z czasem drogi się rozeszły i nie było o czym gadać, to jeszcze jest ok (mam kilka takich byłych przyjaciółek i jak spotkamy się czasem przypadkiem na mieście, da się porozmawiać), ale jak dochodzą chore jazdy, typu wypominanie sytuacji, które miały miejsce kilka lat temu i wtedy nie było sygnału, że coś nie pasuje, to ręce opadają.

      Usuń