Z racji tzw. kolędy, innymi słowy "wizyty duszpasterskiej", która podobno odbywa się dziś w moim bloku, przyszły mi do głowy następujące pytania:
Czy księża znają pojęcie savoir-vivre?
A jeśli wydaje im się, że tak, to czy zgodne z nim jest:
- śpiewanie ludziom pod blokiem do megafonu,
- zwracanie się do obcych dorosłych ludzi per "ty" lub jeszcze lepiej - "dzieci",
- domaganie się podarunku,
- krytykowanie otrzymanego podarunku i domaganie się prezentu o wyższej wartości,
- zadawanie pytań dotyczących spraw osobistych, takich jak: praktyki religijne, sytuacja materialna, chęć i możliwość posiadania potomstwa, życie seksualne,
- składanie wizyt bez zaproszenia...,
-.... ale za to po OZNAJMIENIU osobie, którą ma zamiar się odwiedzić, że przyjdzie się do niej dnia tego i tego OD GODZINY 8.30, tak jakby oczywiste było, że na ten dzień ma obowiązek porzucić wszystkie swoje plany ze względu na nas.
Nic, tylko siedzieć i czekać!
Ja rozumiem, że tradycja i że większość tego kraju jest w jakiś sposób z religią katolicką związana, ale im jestem starsza, tym bardziej mam tej paranoi dość. W innych krajach jakoś da się zorganizować wizyty księdza w domach na zaproszenie od wiernych, nie trzeba w tym celu niepokoić niezainteresowanych ludzi w weekend od ósmej rano. Nawet w Polsce niektórzy potrafią okazać ludziom trochę szacunku i na kartce z informacją o wizycie napisać przybliżoną godzinę, kiedy się pojawią (tak robił ksiądz składający wizyty w moim domu rodzinnym), żeby może lokator z numerem mieszkania 90+ nie musiał się zastanawiać, o której to będzie, jak ksiądz od numeru 1 zacznie chwilę po ósmej.
Wystarczy, że sobie o tym pomyślałam, a druga kawa mi niepotrzebna.
* * *
Nie rozumiem też, dlaczego ludzi tak jara koniec starego roku i początek nowego. Jakby to był powód do radości, że mamy kolejny rok życia za sobą. (Czy dla aż tak wielu osób jest? :D) Nie rozumiem, ale też w tym uczestniczę, chyba dlatego, że każda okazja do zabawy i oderwania myśli od codzienności jest dobra. W tym roku nawet kasę wydałam na imprezę w knajpie, ubrałam się, umalowałam, wyszłam, nawet nie żałuję, choć po powrocie padałam na twarz (21 godzin bez snu swoje zrobiło). Knajpa już kiedyś sprawdzona, impreza dość kulturalna, było miło.
Moi sąsiedzi dobrze rozumieją istotę rzeczy i jako podkład muzyczny do sylwestrowych przygotowań zapewnili mi to:
;)
Mnie na szczęście kolęda omija, choć ciekawie byłoby zobaczyć reakcję księdza jak wchodzi do mieszkania dwóch pederastów :D Mam jednak lepsze zajęcia, więc...
OdpowiedzUsuńCo do końcówki roku. Na koniec jest trochę wolnego. Nowy rok daje nam czyste konto, czy tego chcemy czy nie. Media i cały świat tak to pokazują, więc w mniejszym lub większym stopniu mamy to chyba zakorzenione w głowie. To jak ten ciężki tydzień, który się w końcu kończy. Albo słaby miesiąc. Nic się nie zmienia na koniec. Nie ma obietnicy, że kolejny będzie lepszy. A jednak jakoś tak można odetchnąć ;)
Dobre porównanie do końca tygodnia. Ja końca miesiąca właściwie nie zauważam, ale ten piątek ma znaczenie. ;)
UsuńKolęda :D
OdpowiedzUsuńNigdy tego nie lubiłem. Mam podobne, identyczne zastrzeżenia co ty.
"cicho, cicho bo ksiądz idzie, wył. telewizor, itd ." Ogłupieć można.
Wczoraj zapukali do moich drzwi kolędnicy. Anioł diabeł i coś jeszcze, nie otworzyłem. Nie wiem jakie tu (w Niemczech) są zwyczaje.
Co do sylwestra; nie lubię tej imprezy. Oglądałaś może SEX W WIELKIM MIESCIE odcinek w którym Miranda dowiaduje się, że będzie miała syna i wszyscy od niej oczekują zachwycenia się tą sytuacją i ona robi taką minę na zawołanie ? Tak wyglądam mniej więcej o północy, gdy wszyscy jak na zawołanie o równej godzinie cieszą się że z 31 grudnia zrobił się 1 stycznia. Zawsze wtedy myślę, ok chodźmy pijmy dalej.
Nigdy nie czułam potrzeby przyjmowania księdza, brałam udział w tych wizytach mieszkając w domu rodzinnym, a odkąd żyje na własny rachunek, po prostu nie otwieram. Gdybym była osobą potrzebującą rozmowy z księdzem, to raczej też bym nie była z kolędy zadowolona - o czym można porozmawiać przez 10 minut, w których musi zmieścic się modlitwa i "wywiad"?
UsuńNo własnie o niczym... dzień dobry, do kościoła chodzą ?, ślub kościelny był? koperta, modlitwa i tyle !
Usuńwszystkiego dobrego w Nowym roku
OdpowiedzUsuńu nas nie ma koledy bo jeden ksiadz i nie ma czasu na latanie po domach
2, ja tez pierwszy raz od lat mialem fajnego sylwestra ( patrz blog ) czasami nie tylko ze wzgledu na to ze jest 31 .12 trzeba sie wyszelc ale czasami dobrze jest byc z innymi w wiekszym gronie ,
pozdrawiam z italii
Wszystkiego dobrego w nowym roku również dla Ciebie. :)
UsuńU mnie ministrant uprzedza o wizycie duszpasterzy.
OdpowiedzUsuńJakoś tak mijamy się w związku z moimi ciągłymi wyjazdami.
W Niemczech Pastor odwiedza swoje owieczki 3 razy do roku, no chyba że zgonów w rodzinie przybędzie to zgodnie z zasadami logiki wizyt pastora będzie więcej
Kochana balowałam w tego Sylwestra tak, że jeszcze dzisiaj mam zakwasy i pęcherze na stopach
Życzę Najlepszego i nie przypominaj więcej publicznie o upływającym czasie bo popadnę w zimową depresję odnotowując przesuwającą się wskazówkę w moim liczniku
3 razy do roku, ładnie... ;) A myślałam, że tylko księża lubią sobie odwiedzinami tyłki zwracać. Mam w rodzinie protestantów, nawet ich pastora znam i nie podejrzewałabym go o wielkie zaangażowanie w cokolwiek, ale pewnie to dlatego, że to w Polsce mniejszość.
UsuńCzas teraz trzeba liczyć do wiosny. ;)
ale Kirchensteuer sie placi przeciez w DE
UsuńZ wizytą przychodzą zazwyczaj na urodziny , ale te okrągłe , po pogrzebie a przed to był z 2 razy i do osób starszych na takie pogaduchy
OdpowiedzUsuńOby do wiosny
A dzisiaj ponownie wichura ble
Ja juz tez na wiosnę czekam. :)
UsuńJak przychodzą na zaproszenie na pogaduchy to fajnie, jak ktoś tego potrzebuje. Ważne, żeby się nie narzucali niezainteresowanym.
Wszędzie są ludzie w klerze również
OdpowiedzUsuńNajważniejsze to skupiać się na tych pozytywnych Agol😗
A to wiadomo, to tak jak z każdym zawodem - w każdym są ludzie "z powołania" i tacy, którzy nie powinni byli się w ogóle za to brać.
UsuńNajgordzę, że tym którzy się nie nadają trudno zrozumieć i brną w to...
UsuńA ja dziś byłem u mamy. Akurat na ten dzień wyznaczona była "wizyta" czarnego, oczywiście nie wiadomo o której, ale mama i tak nie zamierzała go przyjmować. Siedzieliśmy sobie w kuchni, gdy ten sam otworzył sobie bramę i wszedł na posesję. Nikt mu nie otworzył, ale wciąż zadziwia mnie bezczelność.
OdpowiedzUsuńTez mnie to zadziwia, jak widać niektórym księżom się wydaje, że ich kultura nie obowiązuje.
Usuń