sobota, 16 marca 2019

Muzyczne obsesje odkryte na nowo

Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że z przyjściem na ten świat trochę się spóźniłam. 
Kiedyś już tu chyba wspominałam, że zawsze lepiej się dogadywałam z ludźmi starszymi ode mnie, muzykę też zawsze bardziej lubiłam starszą od aktualnie modnej. Ze stacji radiowych od dawna najbardziej lubię te typu "gold" i "przeboje z nutą nostalgii". 
Jednym z momentów, w których  pożałowałam, że nie urodziłam się wcześniej, a jednocześnie ucieszyłam się, że akurat w takim roku, było znalezienie kilka lat temu na YT Tomkowicza mówiącego o tym, czego się słuchało w 1991. Tam jest wszystko to, co lubię, w tym Queen.

Zawsze ten zespół lubiłam, choć na bycie zaangażowaną fanką było już dla mnie za późno. W dzieciństwie słyszałam ich piosenki w jakimś "zwykłym" (tj. z muzyką współczesną) radiu, którego słuchali moi rodzice, a jak trochę podrosłam, puszczali je też w moich "goldach", zawsze gdzieś tam w tle leciały. Prawdę mówiąc, dopiero niedawno, siedząc przy radiu w pracy, zaczęłam wsłuchiwać się w teksty i polubiłam je jeszcze bardziej. A jak obejrzałam "Bohemian Rhapsody", tak mi się wkręciły w mózg, że słucham tego od dwóch tygodni. Dostałam obsesji jak małolata, włącznie z tym, że oglądam Freddiego na YT... :) Z zazdrości mnie skręca, że nie mam takich umiejętności wokalnych. To  jedna z niewielu osób, których słuchanie na nagraniach z koncertów jest naprawdę przyjemne. Zazwyczaj nie lubię nagrań "live", bo wielu wykonawców niestety na żywo nie daje rady zaśpiewać tak dobrze, jak w wersji na płytę i jestem po tym rozczarowana, a w przypadku Queen jeszcze mi się nie zdarzyło usłyszeć spieprzonego wokalu na żywo i śmiem podejrzewać, że znalezienie takiego nagrania jest niemożliwe.

Niedawno uświadomiłam sobie, że złapanie obsesji muzycznej niekoniecznie musi być przyjemne. Mam sąsiada - debila, który po remoncie urządził coś w rodzaju parapetówki i puszczał w kółko te same kawałki do... 5.30!! (Teraz też coś zaczyna....) Nawet udawało mi się przy tym zasnąć, ale za każdym razem budziłam się na "Freed from desire". Przez niego ta piosenka kojarzy mi się z bolącą z niewyspania głową i uczuciem wkurwu po nagłym obudzeniu. Nikt tak jak on nie zmotywował mnie do sprzątania mieszkania - dzięki niemu z wielką przyjemnością odkurzałam mu nad głową specjalnie o 8 rano, jak od niedawna spał. A jak usłyszałam "Freed from desire" następnego dnia w robocie, myślałam, że biurko głową rozwalę. I tak powróciłam do "goldów"...

Jak już zalinkowałam nieprzyjemną obsesję, to przyjemna musi być tym bardziej:

* * *

Nie było mnie tu ponad miesiąc, a rozpisuję się o tym, co każdy zna z radia...
U mnie miło i stabilnie.
Z Wariatem stuknęło mi 7 lat razem. Gdzieś wyczytałam, że w wielu związkach siódmy rok to rok kryzysu, a u nas to była szczęśliwa siódemka. Mam wrażenie, że nie tylko nic się nie spieprzyło, ale nawet jest lepiej. Między innymi dlatego tak długo się tutaj nie odzywałam - dobrze wykorzystywałam czas w realu. ;)
Z niecierpliwością czekam na czerwcowy wyjazd.
A po nim biorę się za wielki plan, bo dawno już nie było żadnej rewolucji... 


8 komentarzy:

  1. Moje gratulacje. Wszystkiego dobrego dla Was :*

    Rok 1991 pamiętam jak przez mgłę (jestem 86)
    Moja przygoda z muzyką zaczęła się w okresie 1996 roku. Przygoda z królową disco SHAZZA <3
    W sumie muzyczna podróż trwa do dziś. Potem w 2000 roku dołączyła Justyna Steczkowska, MADONNA oraz Britney :) Były też dziewczyny ze SPICE GIRLS :D Wszystkie płyty mam w domu i często do nich wracam.
    Ogólnie słucham też różnej muzyki Kate Bush, Linkin Park itd.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. :)

    Kaseta Spice Girls, którą miała moja koleżanka w roku szkolnym 1999/2000 wiele z nami przeszła. :D Zawzięcie do niej tanczyłyśmy u niej w domu, bawić sie w cos w stylu talent show. ;)
    Tez słucham wszystkiego, lubię starsze kawałki, ale nie słucham wyłącznie ich. Z gatunków tez podoba mi się prawie wszystko, z wiekiem coraz więcej. Odrzuca mnie właściwie tylko mało ambitna wersja hip-hopu, takie typy jak Popek Monster.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie długo królował Red Hot Chilli Pepers

    https://www.youtube.com/playlist?list=RDYlUKcNNmywk

    Ale Quinn słuchałam Bardzo długo, chyba nawet w czasach matury

    OdpowiedzUsuń
  4. https://youtu.be/f4Mc-NYPHaQ

    Bardzo długo chodził za mną ten kawałek Quinn

    https://youtu.be/f4Mc-NYPHaQ

    Ogólnie uwielbiam muzykę i trudno mi bez nie żyć

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Red Hot Chilli Peppers to tez moje klimaty, najbardziej mi zapadł w pamięć kawałek "By the way", był popularny jak byłam dzieciakiem. A potem na dluzej powróciłam do tego zespołu juz w pracy, gdzie wtedy słuchana stacja radiowa zarazila mnie "Havana Affair". W ogóle prawie każda piosenka tego zespołu mi wpada w ucho.

      Ale ostatnie tygodnie to Freddie. ;) Dziś nie mogę się uwolnić od "Innuendo".

      Usuń
  5. Oglądałaś może film?
    Jestem bardzo ciekawa.
    Wybieram się na niego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bohemian Rhapsody"? Oglądałam i podobał mi sie, ale ja przed filmem nie wiedziałam na temat Freddiego zbyt wiele, dopiero po obejrzeniu zaczęłam wnikać i wyczytałam, że wielu ludziom nie podoba się, że w film nie do końca trzyma się faktów. Ale jest dużo muzyki i fajnie odtworzony koncert Live Aid, Rami Malek moim zdaniem w tych scenach się popisał (fajny filmik jest na YT, po lewej stronie Freddie, a po prawej Malek, widać jak się aktor przyłożył do roli). Przede wszystkim dla muzyki polecam. :)

      Usuń