poniedziałek, 20 kwietnia 2020

33

33 dni wyniósł mój życiowy rekord - tyle wytrzymałam bez wychodzenia z domu. Chociaż nie było tak źle, mam nadzieję, że nie będę musiała więcej tego powtarzać. To zdecydowanie zbyt długo.
Dziś skorzystałam z łaskawie przyznanego przez rząd prawa do rekreacji w parku i czuję się dzięki temu o wiele lepiej. 

Nadal staram się szukać jakichś plusów w tym całym wariactwie i nawet mi się udaje. Oprócz tego, co wypisałam poprzednio, zauważyłam, że:
1. Częściej i dokładniej niż zwykle obserwuję przyrodę, a zwłaszcza drzewa i ptaki. 
2. Jeszcze bardziej podoba mi się moje miejsce zamieszkania, właśnie dzięki tym drzewom i ptakom. W obecnych warunkach zwariowałabym otoczona całkowicie przez beton.
3. Oprócz chleba i lepszych obiadów wjechały jeszcze domowe ciasta.
4. O wiele bardziej niż wcześniej staram się unikać informacji działających mi na nerwy i bardzo dobrze się z tym czuję. Nie śledzę celowo wirusowych statystyk, unikam czytania teorii spiskowych w sieci, staram się unikać grup i stron politycznych na fejsie (trzeba będzie zrobić tam dokładniejszą niż ostatnio selekcję, bo nie wychodzi mi to aż tak dobrze, jakbym chciała). 
5. Staram się szukać tego, co wprawia mnie w dobry nastrój i przekazuje pozytywne informacje - odkrywam nowe strony i nowe kanały na YouTube. 
6. Znalazłam nowe obsesje muzyczne, nie tak prostackie jak ulubiony repertuar sąsiada. Odkryłam nowe utwory od dawna mi znanych polskich wykonawców (przykład 1, przykład 2, przykład 3), a także nieznane mi wcześniej osoby, które też tworzą coś ciekawego (przykład 1, przykład 2). Znalazłam też mniej ambitną niemiecką piosenkę, która nie chce wyjść mi z głowy od kilku dni.
7. Wraz z mężem odkryliśmy zalety pracy z domu, choć wcześniej byliśmy do tego nastawieni sceptycznie. Odkąd urządził sobie biuro w przyszłym pokoju naszego dzieciaka, mamy dla siebie o wiele więcej czasu. Więcej rozmawiamy (i co mnie najbardziej cieszy - jeszcze nie mamy przy tym ochoty się pozabijać), żyjemy spokojniej (śniadanka i kawki poranne jak w weekend lub na urlopie). Jesteśmy też bardziej wypoczęci, bo nie trzeba zrywać się z łóżka z samego rana. 

Wady cyrku związanego z epidemią są takie, że dość długo nie widziałam się w normalnych warunkach z rodziną i zaczyna mi to działać na nerwy. Kontakt przez Skype jest dobry, ale to nie to samo. Mam ochotę umówić się z każdym z osobna na cały dzień i nagadać się wreszcie na żywo. 

I zastanawia mnie jeszcze, jak długie włosy uda mi się wyhodować... I co z nimi zrobić, jak już wreszcie uda mi się dostać do fryzjera (zaczyna mi się włączać chęć na rewolucję).

3 komentarze:

  1. Hmmm, to dużo zalet i dobrze, ja też bardziej zwracam uwagę na ptaki i przyrodę. Ale 33 dni to bym nie wytrzymał, podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z tego całego zamieszania z kwarantanną jakoś nie odczułem. No OK może faktycznie mniej wychodziłem z domu. Ogólnie podobnie jak ty staram się szukac pozytywów całej tej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń