niedziela, 25 lipca 2021

Zbiór bzdur

Córka właśnie rozpoczęła noc, a ja mam trzy godziny do powrotu męża. Żyć, nie umierać. 

Będę monotematyczna, ale trudno, moje prawo tutaj. Przypomniało mi się jeszcze kilka idiotyzmów związanych z podejściem ludzi do rodzicielstwa. 

Pierwszy można streścić zdaniem, które moja córka ma wypisane na jednym ze swoich ubrań: "Don't grow up little one". Kupiłam ten ciuch, bo był w pięciopaku i nie różowy, a za każdym razem zakładając go córce myślę o tym, jaki ten napis jest idiotyczny. Czy ci wszyscy ludzie, którzy wypisują w necie, jak to im dzieci zbyt szybko dorastają, zbyt szybko przestają ich potrzebować tak bardzo jak niemowlaki, naprawdę by chcieli, żeby było inaczej? Na serio chcą, żeby nie chodziły, nie mówiły i były w pełni od nich zależne? Ja rozumiem, że tu może chodzić o zbyt szybki upływ czasu, ale mnie zawsze jak o tym czytam przypominają się chore dzieci z siepomaga, które przez swoje choroby nie mogą rozwijać się w prawidłowym tempie i kurde, no nie... Nic nie poradzę na to, że mam takie skojarzenia, ale mojej córce i sobie życzę, żeby dorastała i stawała się coraz bardziej samodzielna jak najszybciej. Jak chcę sobie popatrzeć na noworodka, włączam sobie nagrania z ubiegłego roku i nie mam potrzeby przerabiać tego nadal w domu na żywo. Są ludzie, którzy wszystko by dali za to, żeby ich dziecko rozwijało się jak inne. Zdrowe, rozwijające się prawidłowo dziecko to szczęście i z tego się trzeba cieszyć, a nie narzekać, że rośnie. Niech się rozwija, niech rośnie, gada, idzie, niech żyje normalnie, a nie przywiązana do mnie. 

Numer dwa to hit z grup dla mamusiek: "Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko". I znowu rozumiem sens - matka jest nie tylko matką, nie powinna wyłącznie poświęcać się macierzyństwu, ma prawo zadbać o inne sfery życia, zrobić coś dla siebie, odpocząć. Ale zawsze jak czytam to zdanie, przychodzą mi na myśl matki, które czują się szczęśliwe jak sobie popiją albo przyćpają, albo takie, którym przynosi ulgę spuszczenie dziecku wpierdolu za byle co. Zrobiłam się chyba czepialska i zrzędliwa, ale tak mi się to kojarzy. 

Numer trzy: "żeby było widać, że to dziewczynka" - cytat mojej teściowej. Ja nie wiem, skąd w ludziach taka obsesja pokazania całemu światu, jakiej płci człowieka spłodzili, i to jak najszybciej. Na internetowych grupach mamuśki pytają, gdzie przekłuć uszy kilkumiesięcznym dzieciom. Trzeba zadać dziecku ból nie pytając go o zgodę, żeby było wiadomo, że to dziewczynka. Co z tego, że może połknąć kolczyk lub rozerwać sobie ucho, co z tego, że to zwyczajnie boli zanim się zagoi (wiem, bo zrobiłam to sobie na własne życzenie jako nastolatka) - zadaniem dziewczynki jest przede wszystkim wyglądać. Jej płeć muszą przecież poznać obcy ludzie na ulicy. Ubrać trzeba koniecznie na różowo (trudno znaleźć dla córki cokolwiek w innym kolorze), żeby było wiadomo, że dziewczynka. Trzeba ubrać niemowlaka w kieckę i nieważne, że raczkując może wywalić się przez nią na świeżo wyrośnięte zęby, ale wygląda jak dziewczynka! Dla kogo, cholera, dla matki w domu?! Jeśli macie w otoczeniu rodziców z małą dziewczynką, nie kupujcie jej w prezencie sukienek, kolczyków, opasek na głowę i innych różowych gówien. Jak rodzice są normalni, to docenią. Moja kilka sukienek ma - wszystkie dostała w prezencie. Niektórych nigdy nie założyła, bo sztywne, na bank niewygodne, inne przetestowała raczkując i zostały jej zabrane ze względów bezpieczeństwa. Nauczy się porządnie chodzić, będzie chciała sukienki - proszę bardzo, ale teraz ma latać w szortach, przynajmniej się w nich nie zabije. O kolczykach dla niej pomyślę, jak sama mi powie, że chce. Od teściowej dostała różową opaskę na głowę - "żeby było wiadomo, że to dziewczynka". Wiadomo, po to się nosi uciskający łeb kawałek szmaty - żeby obcy wiedzieli. Przy pierwszej próbie założenia wywaliła ją dwa metry od siebie. Uśmiałam się w środku cudownie. Dziecko czasami od dorosłych mądrzejsze. 

6 komentarzy:

  1. Trochę nawet rozumiem ludzi, którzy w swoim mniemaniu serwują innym, początkującym rodzicom "dobre rady". Może część z nich przekazują, bo sami na czymś się sparzyli, nie wyszło im wychowanie swoich dzieci i teraz chcą na siłę uszczęśliwiać innych. Nie są na tyle powściągliwi, aby część swoich pomysłów zachować dla siebie, bo są zwyczajnie idiotyczne. Gdybyś wyrwała mnie ze snu o 2 w nocy i zapytała co powinienem kupić dla kilkumiesięcznego dziecka-dziewczynki, to pewnie bez zastanowienia odparłbym - coś różowego. Chyba się tak już utarło, taka moda, może przejściowa. Olać to. Wychowuj po swojemu, tak jak najlepiej potrafisz i nie przejmuj się sporą większością rad. Nadgorliwa mamusia raz na dwadzieścia razy ma pewnie rację. Ale miała swoje pięć minut na wychowywanie dziecka. Niech teraz pozwoli uczyć się tego fachu innym. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy też pewnie udzielają tych rad, bo po prostu chcą dobrze - żeby np. mlodzi rodzice łatwiej poradzili sobie z jakąś sprawa i nie musieli się z nią męczyć tak długo, jak kiedyś ten, kto rady udziela. Ja staram się o tym pamiętać, chociaż bywa ciężko. ;)

      Co do prezentu dla dziewczynki - spytana o to w środku nocy powiedziałabym pewnie to, co czasem mówi tuż po obudzeniu moja córka: "lala". :D Stereotypy są silne, wszyscy mamy zakodowane, że dla chłopca auto, dla dziewczynki lalkę, dla chłopca niebieskie, dla dziewczynki różowe. Problem jest, jak chce się kupić coś neutralnego. A swoją drogą, moja córka sama wybrała sobie lalki na ulubione zabawki, nikt jej specjalnie nie uczył się nimi bawić. Książkę o pojazdach też ma, ale w niej najciekawsze jest różowe auto, zresztą chyba głównie dlatego, że ma wbite do głowy, że tata jeździ autem w pracy. Ale to już inny temat... ;)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
    2. Po drugie Ty nie należysz chyba do ludzi, którzy dadzą sobie wcisnąć takie rady. Frustrujesz się, co przelałaś na swojego bloga i pewnie nieraz masz ochotę strzelić soczystego plaskacza osobie udzielającej rady, ale w gruncie rzeczy wiesz co masz robić i jak wychowywać swoje dziecko.

      Tak w ogóle to powinnaś założyć swoją grupę zrzeszającą młode matki. Byłabyś dobrym moderatorem od spraw typu "żeby było widać, że to dziewczynka".

      Usuń
    3. Zdecydowanie nie należę. Robię swoje. Rad można wysłuchać i ewentualnie przemyśleć, czy mają sens,ale próba stosowania się do wszystkich to prosta droga do szalenstwa. W każdej dziedzinie życia zresztą.
      Blog jest miejscem na odreagowanie. ;)
      Na wlasna grupę dla matek nie mam siły psychicznej. Są zresztą juz fajne grupy, gdzie siedzą osoby z normalnym podejściem. Czasem tam zaglądam, ale w wolnym czasie staram się robić rzeczy związane z innymi tematami niż dzieci.

      Usuń
  2. Muszę przyznać, że chyba jestem dobrym wujkiem. Kiedy kupuję prezenty pytam się rodziców, co potrzebują albo czym ich dzieci się interesują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest najlepiej. Ja jako ciocia też albo pytam, albo staram się chwilę przed okazją, np.urodzinami dziecka zauważyć, jakiego typu zabawkami akurat lubi się bawić, jakie bajki lubi itp. Zazwyczaj udaje mi się później trafić z prezentem.

      Usuń