środa, 22 grudnia 2021

Jak co roku...

Wzięła mnie chęć na podsumowania. Rok niedługo się kończy, i bardzo dobrze. Ten rok był dla mnie i mojej rodziny wyjątkowo trudny. Dwie osoby zmarły, dwie kolejne były ciężko chore. Moje dwie choroby, o których wspominałam podsumowując poprzedni rok, zostały ze mną i raczej tak już będzie. Dobrze, że przynajmniej mam skuteczne leki, dzięki czemu czuję się zupełnie w porządku. Do tego doszły problemy z pracą mojego męża, dzięki czemu nasz plan dotyczący opóźnienia mojego powrotu do pracy okazał się nie tak przyjemny w realizacji jak miał być. Aktualnie mam wrażenie, że wychodzimy na prostą i obym się nie myliła.

Coś dobrego?

Przed chwilą sprawdziłam wpis dot. ubiegłego roku i tam też o tym wspominałam - schudłam. I tym razem już nie tylko do normy wg BMI, na czym mi szczególnie zależało ze względów zdrowotnych i estetycznych, ale nieco więcej. Aktualnie jestem nieco mniejsza niż przed zajściem w ciążę i o wiele lepiej się z tym czuję.

Nie doszła mi żadna nowa choroba, miałam czas na czytanie, spacery itp. przyjemne aktywności. Przez większość dni było, patrząc z boku, może nudno, ale w sumie całkiem miło. 

Coś ciekawego?

Zaskoczyłam samą siebie decyzją o przejściu na dwuletni urlop wychowawczy i wbrew pozorom nie nudzę się. Taki tryb życia jako docelowy, do wieku emerytalnego, na pewno by mi nie odpowiadał, ale tymczasowo jest ok. W sumie ciekawa przygoda. Zdziwiłam się, że w chacie może być taki zapieprz, bo nie przewidziałam jednej rzeczy - jak się w niej częściej jest, do tego z drugą osobą, która mimo niewielkich rozmiarów zachowuje się jak tornado, to siłą rzeczy się zbiera. Wcześniej miałam krótkie doświadczenie "siedzenia w domu" przez ok. miesiąc bezrobocia i wtedy naprawdę siedziałam, a nawet leżałam, bo z nudów często chodziłam spać. ;) Różnica jest taka, że wtedy byłam bezdzietna, a to jednak zmienia wiele. 

Jak jest? 

Robota domowa fizycznie jest cięższa od mojej zawodowej, ale intelektualnie... Gdybym nie zmuszała się do czytania, powtarzania angielskiego itp., to we łbie bardzo szybko miałabym pustostan. 

Ciekawy jest odbiór społeczny. Niektórzy chwalą, że bardzo dobrze, że dziecko nie w żłobku, jakby te żłobki były jakimś dramatem, niektórzy myślą, że żyję w nie wiadomo jakim luksusie, skoro mnie na to stać (a to po prostu zwykła kalkulacja, z której wyszło, że na żłobek i dojazdy  wywaliłabym wiekszość tego, co bym zarobiła, a do tego musiałabym szarpać się z dzieckiem w dzikich godzinach porannych, więc wolę z mniejszą kasą spać do siódmej i jeść przez godzinę wspólne śniadanie), ą niektórym wydaje się, że skoro to mąż zarabia, to ja jestem niewolnicą, która prosi go o każdy grosz i pozwolenie na wyjście. W sumie to straszne, bo ludziom się takie obrazy znikąd w głowach nie biorą. 

Jakieś plany i życzenia na kolejny rok? 

Plany bez zmian, a życzenia: zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy. ;) I żeby nikt nie umarł. 



4 komentarze:

  1. jak ja chciałbym schudnąć... ale mi to nie jest pisane chyba...
    u mnie na kolejny rok żadnych planów, życzeń, chyba już nie wierzę w pozytywne zmiany, a nie, czekaj, oby nie było gorzej tylko :P
    udanej końcówki roku życzę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie będzie gorzej, to już coś. ;) Ja też w sumie z takiego obrotu spraw bym była zadowolona.
      A schudnąć też bym chciała jeszcze trochę, tylko silna wola mi osłabła, więc na razie mam luz. A poza tym łączenie nadchodzących świąt z odchudzaniem jest z góry skazane na porażkę, więc lepiej tego nie robić. ;)
      Wzajemnie zycze udanej końcówki roku i zeby ten nowy był jednak lepszy. :)

      Usuń
  2. Żyj tak na co Cię stać. Jak sama wspomniałas ludzie zawsze będa mówić. Dbaj o siebie i swoja rodzinę.
    Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, wszystkich się nie zadowoli. Zresztą dla każdego co innego będzie dobre. Trzeba patrzeć na siebie i dbac o swoje szczęście. Wszystkiego dobrego dla Ciebie również. :)

      Usuń