niedziela, 10 września 2017

O tym, że niektóre przekonania są do dupy, a wiek XIX wiecznie żywy

Dziś rano zajrzałam na fejsa i moim oczom ukazał się cytat pisarki o nazwisku Michalak i dyskusja pod nim. Pani ta, w jednej ze swoich książek, stwierdziła: "Małżeństwo bez dziecka jest jak las bez ptaków". Ja, i nie tylko ja, sądząc po komentarzach, rozumiem to tak: małżeństwo bez dzieci jest gorsze od małżeństw z dziećmi, bo niepełne, czegoś w nim brakuje. Inne określenia z komentarzy pod cytatem: jałowe, nudne, bez życia, puste, rozpada się, niepełne, martwe. Nie są to na szczęście jedyne określenia, jakie tam wypisano i znalazły się komentarze osób, które nie zgadzają się z autorką. 
Jestem mężatką bezdzietną. Nie wykluczam posiadania dziecka w przyszłości, ale póki co jest dobrze tak, jak jest. Nigdy nie odczuwałam, że moje małżeństwo jest nudne, niepełne, bez życia. Wręcz przeciwnie - cały czas mamy co robić, rozwijamy się, wzajemnie inspirujemy, po prostu cieszymy się życiem we dwoje. Stwierdzenie, że małżeństwo bez dzieci jest niepełne, nudne itd. uważam za idiotyczne i krzywdzące. Dlaczego? Ja nie mam dziecka, bo dokonałam takiego wyboru. Ale w przeciwieństwie do autorów wyżej przywołanych komentarzy rozumiem, że świat nie kończy się na mnie. Istnieją osoby, które chciałyby mieć dziecko, starają się o nie od lat i nic z tego nie wychodzi. Osobiście znam człowieka, którego żona poroniła po kilku próbach zapłodnienia in vitro. I takie osoby też mogą rozpocząć swój dzień od cytatu pani M. i komentarzy pod nim...


Niesamowicie wkurza mnie myślenie typu: "skoro ja tak mam, to tak jest". Mierzenie wszystkich swoją miarą i wmawianie im, że jeśli sami mamy spierdzielone życie, to inni na pewno też sobie spierdzielą. A jeśli tak tego nie widzą, to trzeba im UŚWIADOMIĆ, że to nasze wybory i poglądy są słuszne i to my lepiej na nich wychodzimy, nawet jeśli na kilometr widać, że tak nie jest.

Skoro dla mnie posiadanie dziecka okazało się największym szczęściem, to TAK JEST, a ty, bezdzietna, nie wiesz, co to życie. Nie ma znaczenia, że jesteś wykształcona, ciekawa świata i ludzi, nie, nie można poznać życia inaczej jak przez macierzyństwo.

Przed ślubem to było życie, a po, to zobaczysz, jak będzie. Trzeba gotować obiady i prać skarpety, nie będzie już randek i imprez. Ja dałam się wrobić w rolę służącej, więc ty też tak będziesz miała, a twój mąż w dniu ślubu stanie się leniwym zgredem, który będzie tylko żądał, tak jak mój. Ślub przed trzydziestką jest jak wyjście z imprezy przed 22.00. 

Skoro ja odnalazłem sens życia w wierze, to ty też musisz uwierzyć, bo bez tego twoje życie jest bez sensu! Nie możesz czerpać radości z życia, jeśli nie wierzysz w to, że po śmierci wylądujesz w niebie. Nie modlisz się, więc nie masz w nikim oparcia, nie masz się do kogo zwrócić z problemami, a człowiek MUSI MIEĆ oparcie w wierze, bo sam nie da sobie rady! Ja sobie nie daję, więc ty też nie, to oczywiste.

Chłopak nie powinien tak ciągle przy matce siedzieć. Nie pozwolę, żeby ona z niego jakiegoś pedała zrobiła!

Kobieta powinna po ślubie przyjąć nazwisko męża, bo taka jest w Polsce TRADYCJA. Co z tego, że wymaga to zmian miliona dokumentów, że przed ślubem zapracowałaś na kilka dyplomów, a on na żaden, że twoje nazwisko jest prostsze w wymowie i zwyczajnie je lubisz, to nie ma znaczenia. Kobieta, która nie przyjmuje nazwiska męża na pewno bierze pod uwagę możliwość rozwodu.
Ja bym się nie ożenił.
Mąż ci pozwolił?
A teściowej przykro nie będzie?

Remonty, samochody i elektronika nie są dla kobiet. Kobiety tego nie ogarniają. Kobieta nie może dobrze malować ścian, bo nie udźwignie wałka. To są zadania dla MĘŻCZYZNY, a jeśli mężczyzna nie umie dobrze pomalować ściany, to ciota z niego jest, a nie facet. Nie ma znaczenia, że jesteś  silniejsza od swojego męża, a sprawy remontowe po prostu szybciej kumasz, nie, to jest jego zadanie, a ty lepiej wypij kawę albo idź posprzątać. Ja się takich zadań boję. Ja, kobieta, nigdy tego się nie uczyłam, bo mi się nie chciało, więc cię podziwiam, że to umiesz, ale wiesz, może by jednak to zrobił twój mąż. Nie boisz się, że on się przy tobie czuje mało męski? 

Nie dosłownie cytowane, ale z życia wzięte.


4 komentarze:

  1. niestety tak to już w tym życiu jest... narzuca się nam role, np. ze względu na płeć... ostatnio bardzo często czytam w internecie, że faceci chodzący w rurkach powinni iść do wojska, tam ich nauczy się być mężczyznami... fakt, że nie lubię widoku facetów w rurkach, ale skoro lubią, to niech w nich chodzą, mi nic do tego, dlatego smutne jest, że inni próbują narzucać nam to, co oni mają, mimo, że często nie są z tego powodu szczęśliwi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet jeśli są - to przecież nie znaczy, że każdemu szczęście da to samo.
      Mnie wkurzają teksty zaczynające się od "Prawdziwy facet/prawdzpwa kobieta". Pełno tego w necie i właśnie Przypomniałeś mi jeden: "Prawdziwy facet w rurki się nie mieści". ;) Czy zatem, skoro mój się mieści (chociaż nie nosi, bo się sobie w nich nie podoba), to nie wyszłam za mąż za faceta? ;)

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że filtrowanie rzeczywistości przez własne wnętrze jest czymś najzupełniej naturalnym i to samo doświadczenie może być odmiennie postrzegane przez różne osoby. Coś, co dla jednej osoby jest szczęściem, dla innej może być źródłem frustracji. Dzielenie się doświadczeniami i związanymi z nimi emocjami nie jest niczym patologicznym i nie powinno być odbierane jako próba narzucania własnego poglądu, bowiem każdy ma prawo wyrażania swoich i nikomu nie powinno się go odmawiać. Dla kogoś, kto dzieci pragnie, bezdzietność jest ogromną tragedią, zaś dla kogoś kto ich nie chce stanem upragnionym. Dwa skrajne bieguny, których nie sposób pożenić. Można jedynie uszanować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym, co napisałeś i nie mam nic przeciwko temu, że ktoś wygłasza poglądy odmienne od moich. Każdy ma prawo do swoich przekonań. Jest jednak różnica pomiędzy wygłaszaniem ich poprzez mówienie o sobie, a próbami "nawracania" innych ludzi na właściwą naszym zdaniem drogę. Pisząc ten post miałam na myśli tę drugą sytuację, bo ostatnio często właśnie z czymś takim się spotykam. Jest różnica pomiędzy mówieniem o sobie, że np. w życiu pomaga nam wiara, a mówieniem do kogoś "Twoje życie musi być smutne i ciężkie, bo nie wierzysz w Boga, więc nie masz do kogo zwrócić się po pomoc", a tego typu wypowiedzi widziałam.

      Usuń