Zaczynałam się już obawiać, że niedługo Kortez wyskoczy mi z lodówki. Znajomi na Fejsie jarają się jego występem, ktoś inny gdzieś wrzuca piosenki, na stronie piszą o jego płycie i wreszcie mój niezbędny towarzysz pracy - lokalna stacja radiowa ogłosiła jego płytę płytą tygodnia. I bardzo dobrze zrobiła, bo już od jakiegoś czasu zbierałam chęci do zapoznania się z twórczością tego pana (skoro wszyscy dookoła się jarają, to może i coś w tym jest?...), a radio mi to bardzo ułatwiło. Mogę potwierdzić zasłyszane opinie - ten facet potrafi śpiewać o miłości, zdecydowanie. Potrafi stworzyć klimat, przywołać wspomnienia, zmusić do zadumy. Można powspominać rozstania i inne trudne momenty w związkach, pogłębić sobie doła, klimat w sam raz na końcówkę listopada. :D ;) Ja sobie przy "Dobrym momencie" powspominałam, jak z Wariatem zastanawialiśmy się kiedyś, czy dobry. I cieszę się, że wtedy jeszcze ta piosenka nie istniała... ;) Facet mi ówczesne myśli z głowy wyjął.
Nie słuchałam jeszcze całej płyty, ale to, co słyszałam, pozwala mi twierdzić, że nie są to raczej optymistyczne tematy, niemniej jednak nie żałuję, że było mi dane usłyszeć.
A u mnie dziś pierwszy śnieg leżący na chodnikach. Czekam na urlop.
nie, ja takiej muzyki słuchać nie mogę, ja potrzebuję zastrzyku energii w muzyce ;)
OdpowiedzUsuńteż czekam na urlop, ale nie ten świąteczny, tylko ten styczniowy ;)
No to jest najlepsza muzyka do wywoływania doła. W sam raz na jesien.;) Ja tez zazwyczaj wole energetyczne, ale ostatnio akurat takie same mi do głowy wchodzą.
Usuń