czwartek, 28 grudnia 2017

Trochę tak, jak dawniej


A trochę jednak inaczej.

Zgodnie z planem wyszłam wczoraj z domu w celu pozałatwiania rozmaitych spraw. Musiałam m.in. zakupić nowe okulary, bo stare już są po prostu stare, a poza tym od dłuższego czasu miałam wrażenie, że ich moc już nie ta. I miałam rację, starzeję się, to i wzrok się pogarsza. ;) Na szczęście dołożono mi jedynie 0,25 tej mocy, ale to nie zmienia faktu, że dołożono. Jutro mam odebrać nowy sprzęt do patrzenia. Ma być trochę zmodyfikowany na moje życzenie i ciekawa jestem, czy dobrze to wyjdzie.

Dziś spotkałam się z koleżanką ze studiów. Widujemy się średnio dwa razy do roku, za to kilka razy w tygodniu wymieniamy maile. Sprawdziło się proroctwo mojej mamy, która kiedyś powiedziała o znajomych ze szkoły i studiów: "Jak ci jedna osoba zostanie, to i tak będzie dobrze". Została jedna, która w dodatku wyprowadziła się na drugi koniec Polski, a spotykam się z nią tylko przy okazji, jak przyjeżdża do rodziców, np. na święta. 
Dawno tak długo nie chodziłam po mieście. Przypomniałam sobie dawne czasy, kiedy to była codzienność. Bardzo lubię klimat mojego miasta w czasie świąt i Nowego Roku, w dobry nastrój mnie wprawia łażenie w tym czasie po centrum. Poza tym ruch po świątecznym obżarstwie dobrze mi zrobił. Przez chwilę było tak, jak za czasów studenckich. A potem koleżanka dość szybko uciekła, a mnie to szczególnie nie zmartwiło, a poza tym tematyka naszych rozmów nie była już taka luźna, jak kiedyś. Zamiast imprez, przystojnych niedawno poznanych facetów, programów telewizyjnych, muzyki, omawiałyśmy prawo pracy i przypadki jego łamania, nepotyzm w instytucjach i rynek mieszkaniowy. 
Kiedy do tego doszłyśmy??!

Po tej rozmowie ucieszyłam się, że nie pracuję w zawodzie, który zdobyłyśmy na studiach. Zadziwia mnie to, jak ci, którzy w to poszli, ze sobą walczą. Zgrywają przed sobą lepszych niż są, kombinują, jak się wkręcić w lepsze układy i niby ze sobą rozmawiają o pracy, niby się wspierają, pomagają, a tak naprawdę zawiedzeni są, że komuś się udaje. Chory wyścig i cieszę się bardzo, że w tym nie uczestniczę.

5 komentarzy:

  1. ja jutro muszę wypuścić się na miasto, do tej pory skutecznie się przed tym broniłem... choć masz rację, takie wyjście dobrze człowiekowi robi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W moim przypadku najgorzej zawsze zebrać chęci. Jak już się ruszę, to nie żałuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja mialem swieta Light , chyba jeszcze moment a z powodu mojej watroby przejde na wegetarianizm ....

    OdpowiedzUsuń
  4. Miejska przestrzeń do spacerowania - fajnie :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń