Mam nastrój bojowy ostatnio, więc lepiej w realu schodzić mi z drogi.
Akurat teraz, kiedy mam taki tydzień, ludzie z roboty muszą ujawniać swoją głupotę. Jeden chciał, żebym coś uzupełniła w jego dokumentach (typ, który lubi unikać odpowiedzialności i na wszelki wypadek szuka frajera). Pogoniłam go na drzewo i chyba się mnie trochę teraz obawia, bo jest w kontaktach ze mną nadzwyczajnie grzeczny i ostrożny. No i dobrze, może będzie rzadziej truć mi tyłek. Inna znowu uaktywniła swoje doradztwo w kwestii, o której już kiedyś tu wspominałam - podjęłam decyzję, żeby jej nie słuchać i dowiedziałam się, że wyszłabym na kretynkę, gdybym to zrobiła, a ta znowu przyszła drążyć, czy zrobiłam to, co mi radziła. Nie byłam w nastroju do bezsensownych rozmów, więc wprost wypaliłam, że nie mam po co tego robić i nie zamierzam, ta się oburzyła, że jak to nie ma sensu jak ma, wyszła i dziś nie przyszła zawracać mi dupy, nawet przywitać się nie przyszła. :D
Niedługo tam wszystkich do siebie zrażę, ale trudno, bardziej mnie te ich reakcje śmieszą niż denerwują czy martwią. Ludzie są naprawdę śmieszni, kiedy nie chce się robić tego, co by chcieli.
Kolejny przykład, tym razem nie zawodowy, a towarzyski. Koleżanka z czasów studenckich, obecnie mieszkająca na drugim końcu Polski, jesteśmy w kontakcie mailowym i spotykamy się średnio dwa razy w roku, jak przyjeżdża odwiedzać rodzinę. Mimo pięcioletnich studiów w dużym mieście nadal nie ogarnia, że dojazd do centrum to nie jest dla mnie wyjście przed dom, tylko godzinna wycieczka i nie będziemy się umawiać tak, że ona zadzwoni, że jest na miejscu, a wtedy ja wyjdę. Zawsze chce się umawiać na swoich warunkach, przy czym często nie potrafi się zorganizować i wkurza ludzi, informując w ostatniej chwili, że jednak nie może się spotkać albo umawiając się z kilkoma osobami w zbyt krótkich odstępach czasowych w różnych częściach miasta, w wyniku czego wszystkie te spotkania kręcą się wokół jej dojazdów i czasu. Myśli chyba przy tym, że każdy na to spotkanie z nią czeka jak na coś wyjątkowego. Ostatnio wymieniałyśmy dość długą serię maili i postanowiła z góry mnie uprzedzić, że na święta przyjedzie, ale się ze mną nie spotka, bo ma za mało czasu, za to na pewno spotkamy się w sierpniu. Po tym, jak odpisałam, że dla mnie to żaden problem, bo też mam w święta co robić, a do sierpnia daleko i nie mam pojęcia, czy w ogóle znajdę wtedy czas, seria maili się urwała. Chyba przeżyła szok, że nie czekam na spotkanie z nią, jak niektórzy na papieską audiencję.
Czarny przypomniał mi o istnieniu poezji, więc na zakończenie tego wpisu zamieszczam uroczy utwór Tuwima, z myślą o wszystkich tych, którym coś się nie podoba. ;)
Bo zostaniesz takim odmieńcem, jak my :P
OdpowiedzUsuńO, jednak się na coś przydałem.
OdpowiedzUsuńAczkolwiek aż taka odmienność chyba Ci nie grozi...
Przydałeś się, to prawda. :)
UsuńA odmienność zbyt wielka faktycznie nie grozi mi chyba, ja z pozoru jestem tak normalna, że aż nudna. ;)
Z pozoru... Wszakże są tylko niezdiagnozowani, sam fakt, że się z nami zadajesz trochę Cię obciąża... (uśmiech)
UsuńAle utwór dobry, nawet pomyślałem o tym niedawno. U lekarza.
Pobyt u lekarza może ciekawe myśli wyzwolić, niedawno tez miałam okazję się o tym przekonać.
UsuńNa razie to ludzie do mnie przychodzą, a nie ja do nich więc relacje są inne. Nie wiem jak to będzie w lecie, bo sytuacja jest płynna, ale i tak nie planuję ich nękać sobą.
OdpowiedzUsuńCzytam odnośnie koleżanki i jakoś wyczuwam sztuczność kontaktów nawet dwa razy do roku. Takie:
- co słychać?
- a wszystko w porządku.
Bo to koleżanka, a nie przyjaciółka. Dobrze mi się z nią pisze, jak się już jakims cudem spotkamy to tez rozmawia się dobrze, o ile zorganizuje się tak, że spotkanie trwa dłużej. Nie jest to wymuszone, obie chyba właśnie to lubimy - dowiedzieć się raz na jakiś czas, co słychać u tej drugiej, nie wchodząc za bardzo w szczegóły i nie zabiegając o bardzo częsty kontakt.
UsuńAgol, Ty zła kobieto!!! :P
OdpowiedzUsuńOj tam zła od razu. :P
Usuń