środa, 8 maja 2019

Plany nie organy, ale lepiej, żeby niektóre (niektóre!) grały

To już jest u mnie regułą, że większa część dnia spędzona w domu bez towarzystwa = wspominki, piosenki o upływającym czasie, wkurzenie na to, że ten dzień tak szybko mija i ochota na pisanie tutaj.

Zastanawia mnie, czy tylko ja zawsze się tak urządzam, że podczas prawie każdego urlopu latam albo po urzędach, albo po lekarzach, czy to jest normalne i logiczne, bo na co dzień nie ma na to czasu? Podobno stereotypowy Polak na urlopie robi remont - to już przerabiałam i przez kilka najbliższych lat nie zamierzam powtarzać, więc nadeszła pora na inne ciekawe zajęcia, jak np. wizyty u dentysty. 
Niby w dużym mieście jest pełno gabinetów, więc może się wydawać, że znalezienie wolnego terminu jest łatwe, ale jest też do tych gabinetów wielu chętnych i okazuje się, że umówienie się na termin po pracy to sztuka. Po kilku próbach w różnych miejscach zwątpiłam i wybrałam termin przypadający w uwzględniony w planie urlopów dzień wolny, za 2,5 tygodnia, w południe. A na tej wyczekanej wizycie okazało się, że potrzebuję jeszcze czterech i tym sposobem mam już plany na kolejny urlop! ;) (W tym plany wydatków...). A konkretnie tydzień po wyjeździe za granicę, na który już z niecierpliwością czekam, dziwiąc się oczywiście, że tego czekania już tak niewiele zostało.

Doczekać się już nie mogę tej wycieczki i mam nadzieję, że pogoda dopisze i nie spieprzy moich planów. I że mnie szlag w drodze nie trafi, bo nie wiem, jak wysiedzę w autokarze o wiele dłużej niż w robocie! 

Tak czy inaczej, zamierzam tam porządnie się zrelaksować i tym razem nie mam zamiaru odebrać ANI JEDNEGO telefonu z pracy. W końcu, jak to ma w zwyczaju mawiać jedna moja pracowa znajoma, "[instytucja] się nie zawali", a inną znajomą, która dostąpiła zaszczytu zastępowania mnie podczas nieobecności, trzeba nauczyć samodzielności. Była na tym samym szkoleniu, co ja, dostała ode mnie szczegółową instrukcję na piśmie, wielokrotnie już pokazywałam jej, co i jak, a i tak ma wiecznie problem i podczas urlopu truje mi dupę, bo jak zwykle czegoś nie wie. Wygląda na to, że za bardzo ją do tej możliwości przyzwyczaiłam i najwyższy czas się wycofać.
Tak to niestety jest z ludźmi, że jak się ich do dobrego przyzwyczai, to chcą z tego korzystać regularnie i do oporu, a jak ktoś nie jest wystarczająco asertywny, to w krótkim czasie może pozbawić się kilku bardzo istotnych elementów życia, takich jak czas wolny, możliwość wypoczynku i realizacji osobistych planów (a jak jest, to może i znajomych! i czasami dobrze). Bycie uprzejmym i pomocnym nie zawsze popłaca, a najczęściej jednak nie, zwłaszcza w pracy. I chociaż ostatnio (sama nie wiem kiedy) nauczyłam się żyć z tym, że plany nie zawsze grają (wyleczyłam się z perfekcjonizmu i bycia do przesady zorganizowaną), to zakłócania planów związanych z należnym mi wypoczynkiem nie zaakceptuję. 

Ciekawe to jest, że jak człowiek chce coś w sobie zmienić i mocno z tym walczy, to często nic z tego nie wychodzi, a czasem takie pozytywne zmiany dokonują się same i zauważa się je dopiero po jakimś czasie, jak już się nawet o chęci dokonania tych zmian zdążyło zapomnieć. Już chyba ponad rok temu zauważyłam, że bywam zbyt mocno perfekcjonistyczna, co utrudniało mi życie, bo denerwowałam się, jeśli coś nie wyszło zgodnie z moim planem, nawet jeśli to była mało znacząca pierdoła. Niedawno zauważyłam, że nauczyłam się żyć na luzie. Chciałam coś zrobić rano, ale wstałam w południe? Super, to znaczy, że mam luźny, domowy dzień, a plany zrealizuję przy najbliższej okazji. Dawniej bym przez cały dzień próbowała to jednak zrealizować i wkurzałabym się, że przez późnią pobudkę nie ze wszystkim zdążę. Zamierzałam wpaść po kilka rzeczy do galerii, ale ktoś wyciągnął mnie na spacer? Zakupy nie są pilne, więc zrobię je jutro, a spacer będzie przyjemny, więc idę. Zauważyłam w ostatnich tygodniach kilka takich przykładów. O wiele przyjemniej żyje się z takim podejściem i trochę żałuję, że nie działałam tak wcześniej.
Ostatnio dużo spraw mam w dupie i bardzo mi z tym dobrze. Dowiedziałam się, że ktoś coś o mnie wygaduje z zazdrości - niech gada! To jego problem, nie mój. Dawniej bym o tym myślała i zastanawiała się, czy może powinnam coś robić inaczej.
Chyba straciłam kolejną koleżankę - bo nie chciałam, by mój dom posłużył jej i obcej mi jej koleżance za hotel, więc zamilkła. Jak widać byłam wg niej przydatną opcją w dużym mieście, a że opcja okazała się niedziałająca, odzewu brak. Nie szkoda mi.

Podobno człowiek zmienia się co 7 lat. Jeśli to jest ta moja zmiana na 28, to ja jestem za. Nie walczę ze sobą i z tym, na co nie mam wpływu, pieprzę. 

3 komentarze:

  1. Przypadkiem będę w pani mieście pewnego dnia o pewnej porze i pomyślałam ,że może mogłabym , u pani przenocować a może, co bardziej niebezpieczne, przegadać noc ? Będę sama bo jak widzę koleżeństwo nie wpływa na pozytywne rozpatrzenie podania. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia w moim wolnym terminie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak mawiała moja babcia JAK CHCESZ ROZŚMIESZYĆ PANA BOGA OPOWIEDZ MU O SWOICH PLANACH....a ja mawiam JAK CHCESZ SE PIERNĄĆ TO UWAŻAJ ŻEBY SIĘ NIE ZESRAĆ

    OdpowiedzUsuń