Jak widać życie realne wciągnęło mnie skutecznie na prawie miesiąc przed moim wyczekiwanym wyjazdem.
Z Chorwacji wróciłam zadowolona i z głową pełną planów na kolejne podróże - taki wypoczynek wciąga!
To, czego najbardziej się obawiałam, czyli długa podróż, okazało się nie aż tak uciążliwe, choć pod koniec jazdy w tamtą stronę zaczęłam się bać, że skały i tunele zaczną mnie nawiedzać w koszmarach sennych, bo tak wiele ich zobaczyłam pod rząd. ;) Widok z hotelowego pokoju (i z prawie każdego miejsca w miejscowości, w której się zatrzymałam), wynagradzał wszystko.
Co mnie zaskoczyło?
1. Znajomość polskiego. Gdy mój mąż był w Chorwacji kilka lat temu, trafił do miejscowości, w której ludzie w ogóle niechętnie rozmawiali w językach obcych, więc spodziewałam się, że tym razem będzie podobnie, a nie mieliśmy żadnych problemów z komunikacją. Co najlepsze - w niektórych przypadkach polski sprawdzal się lepiej niż angielski. Ta sama sytuacja w Bośni i Hercegowinie.
2. Wycieczki-niespodzianki.
Po pierwsze, zwiedzanie nieuwzględnionego wcześniej w planie miasta w Bośni i Hercegowinie, z dość długim czasem wolnym. Uśmialismy się z Wariatem z tego, jakie życie robi niespodzianki, bo gdyby nam ktoś kilka lat temu powiedział, że będziemy spacerować po bośniackim mieście, to bym mu powiedziała, że chyba oszalał. Kilka lat temu odkryliśmy zespoły muzyczne z tamtych rejonów, więc było to ciekawe doświadczenie - zobaczyć, w jakich warunkach powstawało to, czego lubiliśmy słuchać.
Druga niespodzianka to spacer po Budapeszcie w drodze powrotnej, dla mnie ciekawy przede wszystkim dlatego, że w wieku nastoletnim miałam obsesję na punkcie pewnego węgierskiego aktora i filmu, którego akcja toczyła się właśnie tam. Wtedy wymyśliłam sobie, że kiedyś tam pojadę...
3. Słońce! Nie spodziewałam się, że będzie grzało aż tak intensywnie. Na czas mojego pobytu zapowiadali ok. 23 stopni (i podobno tyle było), ale czułam się tak, jakby było o 10 więcej, a po powrocie przez tydzień zrzucałam skórę i wyglądałam tak, że nawet dentystka polecała mi środki na oparzenia słoneczne. :D I tak nie żałuję...
Podobno podróże kształcą. Ta we mnie wykształciła zamiłowanie do obijania się w czasie urlopów poza domem. Tak mi się spodobało, że we wrześniu znowu urządzam sobie wycieczkę, tym razem skromniejszą i krótszą, na terenie Polski, ale zawsze to coś innego niż codziennie mijane w drodze do i z pracy drogi. A na przyszły rok mam już kilka pomysłów i jeszcze nie wiem, co z tego ostatecznie wyjdzie.
Dobrze jest sobie na urlopie poleniuchować w innych od zwykłych okolicznościach:)
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze. :) Zupełnie co innego niż odpoczynek na miejscu. Muszę częściej to powtarzać.
UsuńJa już w przyszły poniedziałek zaczynam wyczekany urlop. Temperatury o okolicach 25 stopni są bardzo przyjemne podczas pieszych wypadów, a nie np. 46 jak to miało miejsce rok temu w Granadzie... Zapowiada się, że w tym roku czeka nas powtórka z rozrywki...
OdpowiedzUsuńCieszę się, że urlop był udany i czekam na więcej fotek :)
Jak wiesz mam w planach na czas nieokreślony Hiszpanię i zastanawiam się nad wyborem miesiąca. Te temperatury mnie trochę przerażają, zwłaszcza ze wolałabym objazdówkę.
UsuńA fotki... Na większości z nich mam nos czerwony jak pijak (najgorzej wygladajace w zyciu poparzenie słoneczne) i/lub ciemne okulary na pół twarzy. :D Ale pomyślę jeszcze o jakichś widokach. ;)
Jakoś z wyjazdami ostatnio przystopowałem, ale dobrze, że inni jeżdżą. Wszak przemysł turystyczny musi zarabiać.
OdpowiedzUsuńWidoki, fajnie o ile one są interesujące, tzn. są spełnieniem zainteresowań, a nie tylko bezwiednym oglądaniem otoczenia.
Ja właśnie rzadko wyjeżdżałam, a teraz mam ochotę na więcej.
UsuńChorwacja, moje marzenie..
OdpowiedzUsuńBardzo Ci zazdroszczę
Jakoś tak się kleci z tymi wydatkami, że co załatam budżet, to w innym miejscu dziura.
Cieszę się że u Ciebie się" pocieszę😁😄😙😗
I nakarmię marzenia
Może kiedyś Ci się uda spełnić to marzenie. :) Jak będziesz miała możliwość to nie zastanawiaj sie - warto.
UsuńWiecznie coś, ale po to są marzenia..
UsuńJak tylko się zdecyduję kontaktuję się z Toba
Jakoś nie mogę się zmobilizować do wypoczynku, ciągle jestem na karuzeli ale kiedyś w końcu odetchnę i zacznę żyć wolniej :) Pozdrawiam, faktycznie dawno Cię nie było :)
OdpowiedzUsuńKaruzela szybko się kręci i trudno się zatrzymać - stąd też nieobecność. ;)
UsuńHmmm... ja powoli wracam. Uczę się żyć w innych okolicznościach przyrody z pustką i dziurą w serduchu
UsuńApropos obcego języka... kilka dni temu wróciliśmy z krótkiego urlopiku nad Balatonem. Dla mnie też zaskoczeniem było jak trudno się tam z kimś porozumieć po angielsku. Za to po rosyjsku jak najbardziej. Więc powtórka językowa była. ;-)
OdpowiedzUsuń