Wygląda na to, że nową tradycją u mnie stało się pisanie raz w miesiącu. Paradoksalnie, najczęściej udawało mi się pisać lata temu, na poprzednim blogu, kiedy niby byłam bardzo zarobiona, bo studiowałam. Człowiek wiele zrobi, żeby nie wziąć się za obowiązki i nawet o 3.00 w nocy potrafi pisać bzdury na blogu, gdy ważne zadanie go ściga. A że ja ostatnio ważnych zadań nie mam, to częstotliwość pisania jest, jaka jest.
Lato zdecydowanie nie sprzyja pracy. Ostatnio codziennie mam ochotę wziąć urlop na żądanie, a po nocach śni mi się Chorwacja. Jakbym nie musiała chodzić do roboty, to bym nawet pogodziła się z tym ich palącym słońcem, byleby tam zostać. Nawet sprawdzałam, ile kosztują tam nieruchomości, ale po tym ochota na emigrację szybko mi minęła. ;) Zresztą nie traktowałam tego pomysłu poważnie, bo - jak mówią - "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". Co innego wyjazd na wakacje, a co innego życie codzienne.
Niedawno w jakiejś gazecie trafiłam na mądrą poradę, a jej sens był taki: jeśli chcesz rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, najpierw pojedź tam w listopadzie, gdy jest ciemno i leje, spędź tam miesiąc i dopiero po tym zdecyduj, czy na pewno tego chcesz. To jest bardzo dobry pomysł - zawsze warto zrobić rozeznanie, zanim podejmie się ważną decyzję. Nie napalać się bez sensu, bo ktoś powiedział, że warto gdzieś wyjechać, coś kupić, zacząć gdzieś pracować. Wiele razy już po takim rozeznaniu okazało się, że opowieści znajomych są po prostu gówno warte. Albo po prostu ("odkrywczy wniosek") to, że coś jest dobre dla kogoś innego, nie zawsze (a często nie) oznacza, że będzie to dobre dla nas. Nie tylko opowieści znajomych zresztą, ale też czasami informacje wzięte z internetu.
Przykład z życia - przed ślubem rozważaliśmy z mężem wyprowadzkę do innego miasta, gdzie były tańsze niż u nas mieszkania, a wg internetu - było dużo całkiem fajnych ofert pracy. W celu rozeznania wysłaliśmy tam sporo CV - i nic. Sytuacja znacznie gorsza niż w miejscu, gdzie zostaliśmy. Potem od znajomych dowiedzieliśmy się też, że niskie ceny tamtejszych mieszkań również nie wzięły się znikąd.
Drugi przykład z życia - rozważaliśmy przeprowadzkę do jeszcze innego miasta. Przeszło nam po tym, jak tam pojechaliśmy, podobnie jak zalecał autor wspomnianego wyżej tekstu w gazecie - w zimie po południu. Droga, jaką musiałabym pokonywać codziennie, zdecydowanie nie była tym, czego chciałam.
I jeszcze jeden wniosek z życia, również związany z podejmowaniem decyzji - ważnych decyzji NIE WOLNO podejmować w trudnym momencie życia, gdy jest się wyjątkowo zmęczonym, wkurwionym, gdy się bardziej niż zazwyczaj "nie ogarnia", coś się wali lub mamy za sobą niedawną dużą życiową zmianę. Nie wolno ich podejmować również w chwili szczęścia, np. gdy się właśnie rozpoczęło udany związek albo wygrało w totka. ;) NIE. Po prostu nie.
Masz rację - nie na darmo moja babcia mówiła CO NAGLE TO PO DIABLE. Ale że ja w gorącej wodzie kąpana to nie raz poczyniłam taki właśnie błąd
OdpowiedzUsuńCzasem takie spontaniczne decyzję wychodzą tez na dobre, ale to zawsze jednak ryzyko.
UsuńKupowanie domku w górach jest doskonale opisane w "Domku w Karkonoszach" https://www.youtube.com/watch?v=AkuxrKmuaxQ, Idealne dla tych co chcą przeprowadzki.
OdpowiedzUsuńCo do przeprowadzki, to warto mieć pkt. zaczepienia typu dobrą znajomą/ego, kogoś z rodziny, z którym mamy dobry kontakt, i do którego możemy pojechać np. na 2 tyg. by wybadać teren. Polecam to tym, którzy chcą jechać za granicę. Często Ci, którzy jadą na ślepo wracają po jakimś czasie. Nie mają pkt. zaczepienia, nie mają ułatwionego startu, nie znają tam nikogo, przez co są często dymani, jak opisywałem sprawę 230 oraz 172, którzy właściwie to uciekali z zagranicy do PL.
To prawda, zawsze warto zrobić rozeznanie. Jak szukałam mieszkania, zapuszczalam sie w wybrane wstępnie okolice o różnych porach i patrzyłam, co się dzieje. Wszystkiego się nie przewidzi, ale takie rozeznanie bardzo pomaga.
Usuńprzeprowadzać od razu to nie, ale zamieszkać gdzieś na miesiąc, zmienić perspektywę, otoczenie, to tak ;)
OdpowiedzUsuńTo jest super sprawa. Nawet krótki wyjazd pomaga się również psychicznie oderwać od codzienności i odpocząć.
UsuńWidzę tutaj bez zmian. Agol nadal walczy z codziennością, nadal miewa napady frustracji, nadal głosi mongolskie teorie, nadal słucha dziwnej muzyki, nadal pisze w tym samym tonie co dawniej. Prawdopodobnie zmarszczek na twarzy przybyło, ale w otchłani mózgu siedzi stary, dobry Agol.
OdpowiedzUsuńW sumie to nikt nie powiedział, że upływające lata muszą nas zmieniać. A tym bardziej sprawiać, że zrobimy się poważni jak śmierć.
Miło zawitać na blogu po siedmiu latach. Łza się w oku kręci.
Pozdrawiam!
Wytłumacz mi to logicznie: wczoraj przypomniałam sobie o Twoim istnieniu i pomyślałam, że trzeba sprawdzić, czy jeszcze coś piszesz na blogu. Dziś sprawdzam blogowy e-mail i widzę Twoje imię. I przypuszczenia mnie nie mylą - to Ty.
UsuńPozdrawiam również!
To pewnie sprawka latającego potwora spaghetti, czy jak mu tam :)
UsuńMuszę koniecznie reaktywować swojego bloga. Stary jest obecnie niewidoczny dla publiki, ale jakoś to wymyślę na nowo. Tematów do pisania co niemiara, ale pewnie będę się łapał (tak jak Ty) na braku czasu do częstych publikacji. Taki urok dorosłości..
Akurat w potwora nie wierzę. ;) Reaktywuj blog, chętnie poczytam. Na razie zajrzałam na "Jak daleko się posuniesz?" i podobnie jak Ty tutaj odniosłam wrażenie, że u Ciebie bez większych zmian - nadal lubisz rozmyślania religijne. Ale to pewnie tylko pozorny brak zmian, tak jak u mnie. Jak czasem zaglądam na stary blog, to się sama sobie dziwię - nie powiedziałabym,ze pisze w tym samym tonie co dawniej. Ale to normalne, ze sie zmieniamy. Jak stwierdziłes - urok dorosłości.
UsuńW każdym razie miło Cię tu widzieć. :)
Nigdy nie powinniśmy podejnować decyzji pod wpływem jakich kolwiek emocji. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Ja odpoczywam na zwoleniniu lekarskim. Potrzebowałem tych kilku dni :)
Znam temat. Tez kiedyś zwolnienie mi dobrze zrobiło. Zdrówka życzę. ;)
UsuńA emocje to czasami bardzo zły doradca.