poniedziałek, 30 marca 2020

Życiowy rekord

Dziś uświadomiłam sobie, że z powodu epidemii od dwunastu dni nie wyszłam z domu. Nie przypuszczałam, że potrafię tak długo wytrzymać. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, ale już mnie zastanawia, ile jeszcze to ma trwać. Nie jestem panikarą, ale też nie chcę niepotrzebnie kusić losu, więc wychodzę tylko wtedy, kiedy naprawdę MUSZĘ. 

Ostatnie moje wyjście to wizyta u lekarza (w cholerę daleko od domu i za grubą kasę, bo tylko tam udało mi się w tym dziwnym czasie zarezerwować termin; na dzień dobry obowiązkowa dezynfekcja i maska), dzięki któremu dowiedziałam się, że będę miała córkę. W ciekawym roku przyjdzie na świat. Będę miała jej co opowiadać, bo czas, w którym na nią czekam, jest nieźle popieprzony. 
Prędzej spodziewałabym się, że nadejdzie moment, w którym padnie internet i będę musiała załatwiać wszystkie sprawy tak, jak się to robiło w czasach mojego dzieciństwa, a tu okazało się, że padło prawie wszystko oprócz usług online. Całe szczęście, że są, chociaż i tak niektóre sprawy trudno jest załatwić (np. zakupy - bardzo długi czas oczekiwania i niedostępność wielu produktów na niektórych stronach, co jest zresztą zrozumiałe). Jest to jednak ogromne udogodnienie, dzięki któremu można ograniczyć wyjścia i nie trzeba niepotrzebnie się narażać. Najlepsze w tym wszystkim są zdalne konsultacje lekarskie, e-zwolnienia i e-recepty. To mi naprawdę ratuje tyłek, bo nie wyobrażam sobie w tych warunkach jeździć najpierw do lekarza, a potem do roboty z jednym świstkiem przez pół miasta. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że mam wielkie szczęście mieszkając w dużym mieście. Wielu lekarzy przestało przyjmować, ale trochę prywatnych nadal jest, to samo z punktami pobrań. Pobieranie krwi  zresztą na razie olałam (w ciąży zlecają to co chwilę), a po najbliższej konsultacji lekarskiej zamierzam zamówić sobie ten luksus do domu (kolejna świetna opcja). Nawet szkołę rodzenia mam online na żywo (pierwotnie miała być stacjonarnie). Jakby się jeszcze urodzić dało przez internet, to już by był pełen luksus. :D ;)

Staram się szukać zalet tej sytuacji i nawet kilka udało mi się znaleźć.
1. Chyba nigdy wcześniej tak nie odpoczęłam. Nawet długie wakacje na studiach lub po maturze były w porównaniu do obecnego czasu intensywne, bo jednak się wychodziło i niejednokrotnie zarywało noce. A teraz choćby człowiek chciał inaczej, to się nie nachodzi i w końcu się wyśpi, nawet z braku innych zajęć.
2. O tym już pisałam - bardziej doceniam korzyści płynące z dostępu do internetu. 
3. Nauczyłam się korzystać z kilku opcji w kompie i telefonie, których wcześniej nie używałam.
4. Czytanie książek nareszcie dość szybko mi idzie.
5. Nauczyłam się piec chleb i robię fajniejsze obiady, bo mam więcej czasu na stanie przy garach.

Uczenie się nowych rzeczy i zajmowanie myśli tematami innymi niż wirus i polityka to chyba najlepsze, co można robić, żeby nie oszaleć. 

8 komentarzy:

  1. Znaczy się wszędzie trzeba dopatrywać się plusów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A co innego nam pozostało? ;) Bez tego można zwariować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję! :)))

    I bardzo fajnie że są plusy, oraz że tyle rzeczy można załatwić przez internet, szkoda że dopiero w czasie kryzysu, ale lepiej późno niż wcale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Wcześniej też sporo spraw załatwiałam przez internet, ale nie aż tyle. Do niektórych działań przez ten kryzys się przekonałam, np. do kupowania przez internet ubrań (wcześniej musiałam zobaczyć, przymierzyć, a teraz wiem, że wystarczy uważnie poczytać opisy i opinie i można być z takich zakupów zadowolonym) i lekarskich teleporad (duża wygoda jeśli chce się np. tylko receptę na lek, którego już się używa i dobrze działa).

      Usuń
  4. wszystkiego dobrego.
    na pewno dziecko rozpocznie w ciekawych czasach. może, zanim zrozumie, świat będzie się toczył już normalnie. o ile ktokolwiek wie, co to normalność obecnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. :)
      Myślę, że zanim zacznie rozumieć, już dawno przestaniemy żyć tą epidemią. A czy będzie normalnie pod innymi względami to czas pokaże...

      Usuń
  5. Żadne e-usługi nie dadzą człowiekowi takiej satysfakcji jak zwyczajne wyjście z domu. Teraz, kiedy zakaz goni zakaz nawet prosty spacer ma w sobie dreszczyk emocji. Byleśmy się tylko nie pogubili w tym siedzeniu w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, e-usługi są ZAMIAST. Jest to duża pomoc, ale wszystkiego nam nie zastąpi.
      Co masz na myśli, mówiąc o pogubieniu się?
      Dzięki tym nietypowym warunkom można bardziej docenić to, co przed epidemią wydawało nam się zwyczajne i normalne - że mamy z kim porozmawiać, z kim się spotkać. Zwykłe spotkanie ze znajomymi lub dalszą rodziną albo wyjście choćby do kawiarni po tym wszystkim to będzie COŚ.

      Usuń