Zawsze wychodząc rano do pracy wyobrażam sobie, że tego akurat dnia nikt nie będzie ode mnie niczego chciał. Wczoraj też na to liczyłam i oczywiście nic z tego nie wyszło. Generalnie ostatnio wiele mnie męczy i wkurza, dlatego też po powrocie do domu miałam nadzieję, że uda mi się w spokoju odpocząć. Nie było mi jednak dane, bo do akcji wkroczyli Słowem Silni. Nazwałam ich tak od tej uroczej piosenki, ponieważ w podobny sposób ze sobą "rozmawiają". Najwyraźniej skazana jestem na tego typu sąsiadów. Miałam Słowem Silnych za ścianą w domu rodzinnym, miałam w pierwszym mieszkaniu wynajętym z Wariatem, w drugim ich nie było (tam było ciekawie z innych powodów), więc musieli pojawić się w obecnym. I są. Niezły zestaw, bo oprócz pary z dzieckiem jest również udzielająca się w kłótniach matka/teściowa. Do tego nie dość, że wyzywają się od kurwy jednej itp., grożą, że znajdą ciężki przedmiot i przypierdolą, to jeszcze chyba te groźby realizują, a żeby nie było słychać, co się wyprawia, odkręcają wodę w łazience. Tego jeszcze nie grali...
Zadziwia mnie to, że ludzie, którzy czują do siebie aż taką niechęć, że są w stanie się bić (to nie wygląda na relację kat-ofiara, oni leją się i wyzywają wzajemnie), są ze sobą. Czy nie lepiej by było zamieszkać osobno i nie wchodzić sobie w drogę? Dziwi mnie, że im się chce drzeć się na siebie każdego popołudnia, zamiast usiąść, dogadać się jak ludzie i pójść każdy w swoją stronę. Gdybym uświadomiła sobie, że czuję do Wariata taką niechęć, że mam ochotę go wyzywać albo bić, gdyby każde nasze wspólne popołudnie oznaczało wojnę, to sama bym mu zaproponowała, żeby szukał drugiej żony, bo na takie traktowanie nie zasłużył. Jasne, że to jest piękna idea, że małżeństwo powinno być razem do śmierci. Byłoby fajnie, gdyby tak się udało i sama z myślą o tym wyszłam za mąż, ale przedtem ustaliliśmy, że są dwie rzeczy, które przysięgę zrywają: zdrada i przemoc fizyczna. Nikt nie zasługuje na to, żeby być przez osobę, którą pokochał i z którą zdecydował się dzielić życie, traktowany jak gówno, a dowodem takiego traktowania są wyżej wymienione.
Wracając do przebiegu wczorajszego dnia: po tym, jak włączyłam muzykę, żeby zagłuszyć Słowem Silnych, wyłączyli prąd. Sąsiadom w niczym to nie przeszkodziło, ale mnie i Wariata zaczął trafiać szlag, częściowo przez nasz trudny do wyleczenia perfekcjonizm - mieliśmy ambitne plany do wykonania, które brak prądu uniemożliwił. A potem doszliśmy do odkrywczego wniosku, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nareszcie był czas, żeby porozmawiać, a kiedy sąsiadom znudziła się kłótnia, nawet nacieszyć się ciszą.
I przypomniała mi się taka ładna piosenka, bardziej znana (przynajmniej wg mnie) w innym wykonaniu, poznana oczywiście podczas słuchania radia w robocie (praca ma zalety ;)).
A poza tym, wzięłam urlop na żądanie, w dupie mając zbieranie się do roboty w ciemnościach. Nie ma tego złego...
Wracając do przebiegu wczorajszego dnia: po tym, jak włączyłam muzykę, żeby zagłuszyć Słowem Silnych, wyłączyli prąd. Sąsiadom w niczym to nie przeszkodziło, ale mnie i Wariata zaczął trafiać szlag, częściowo przez nasz trudny do wyleczenia perfekcjonizm - mieliśmy ambitne plany do wykonania, które brak prądu uniemożliwił. A potem doszliśmy do odkrywczego wniosku, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nareszcie był czas, żeby porozmawiać, a kiedy sąsiadom znudziła się kłótnia, nawet nacieszyć się ciszą.
I przypomniała mi się taka ładna piosenka, bardziej znana (przynajmniej wg mnie) w innym wykonaniu, poznana oczywiście podczas słuchania radia w robocie (praca ma zalety ;)).
A poza tym, wzięłam urlop na żądanie, w dupie mając zbieranie się do roboty w ciemnościach. Nie ma tego złego...
ja mam dość spokojnych sąsiadów, czasami tylko słyszę jak sąsiadka szczytuje bardzo, ale to bardzo głośno, a potem od drugiej sąsiadki słyszę rozkręconą na maksa mszę w radio... wręcz mnie to bawi ;)
OdpowiedzUsuńCiekawe zestawienie. ;)
OdpowiedzUsuń