poniedziałek, 11 września 2017

O tym, dlaczego mam szczęście

Znalazłam dziś wypowiedzi dziewczynek (10-11 lat), które polecały sobie aplikację na komórkę. Niby nic dziwnego, prawda? Ale jaką aplikację... Jej zadaniem było ułatwianie odchudzania - z ich komentarzy zorientowałam się, że aplikacja zawiera rozpiski posiłków i ćwiczeń fizycznych, generalnie ma być jakąś tam pomocą dla osób walczących z nadwagą. A co mnie w tym zszokowało? Pisały o niej dziewczynki w wieku 10 i 11 lat, jak wspomniałam, do tego ważące nie więcej niż czterdzieści kilka kg, czyli zupełnie normalnie, a niektóre chyba całkiem mało, zależy od wzrostu. Zabrzmię tu jak... tak, użyję tego słowa znowu: zgred, ale za moich czasów ;) w tym wieku się o tym nie myślało. Od dawna się mówi o tym, że jest kult wyglądu, że młodzi ludzie chcą wyglądać jak  z okładek magazynów, ale w ciągu kilku ostatnich lat to zaszło zdecydowanie za daleko, a przynajmniej na pewno dalej niż wtedy, gdy ja byłam nastolatką. Trochę siedzę w temacie zdrowego odżywiania i sportu, śledzę kilka grup na fb na ten temat i dość często widzę tam zupełnie normalnie wyglądające dziewczyny, które piszą o sobie "pulpet", twierdzą, że znajomi i rodzina namawiają je, żeby schudły, narzekają, że chłopak twierdzi, że się spasły... To jest paranoja... 
Spróbowałam sobie właśnie przypomnieć siebie w wieku 11 lat. Naprawdę ani ja, ani nikt z moich znajomych nie myślał wtedy o wyglądzie. To przyszło w gimnazjum, wtedy dobrze było się malować i nosić markowe ciuchy, ale w wieku 11 lat to się w gumę grało, i mówię zupełnie serio - pamiętam tę gumę. :) Ważyłam wtedy więcej niż większość komentujących wspomnianą wyżej aplikację dziewczynek, przy czym miałam chudszą niż obecnie gębę (nie będąc o wiele niższą niż teraz, coś około 10 cm) i więcej wystających kości (a BMI mam w normie), więc one na pewno nie muszą się odchudzać, a jednak to robią.
Ja w wieku 11 lat grałam w gumę. W wieku 13, jak każda nastolatka, chciałam wyglądać poważniej, więc zaczęłam robić jakiś tam makijaż (którego prawie nie było widać, bo inaczej by mnie rodzice z domu nie wypuścili) i zwracać uwagę na to, jak się ubieram. Z koleżankami najbardziej lubiłyśmy jeść chipsy i żadna z nas nie mówiła, że to nie jest zdrowe ani nie martwiła się, że od tego przytyje.
Jako nieco starsza nastolatka wpieprzałam ile zmieściłam, ale dużo jeździłam na rowerze, a w zimie często chodziłam na lodowisko. Nie robiłam tego jednak z myślą o figurze - po prostu to lubiłam. W liceum po lekcjach chodziliśmy ze znajomymi do KFC lub na lody. Miałam wtedy dwie koleżanki, które się odchudzały, ale miały z czego i robiły to rozsądnie. Przypuszczam, że robiły to wyłącznie dla siebie, bo nikt z naszego otoczenia nie wygłaszał uwag na temat ich wyglądu, nigdy się na to nie skarżyły i nie narzekały na brak powodzenia u płci przeciwnej. Nie wiem, czy to ja miałam szczęście i trafiłam do wyjątkowo fajnej klasy, ale w liceum naprawdę liczyło się to, co kolega czy koleżanka ma w głowie, a nie czy jest szczupła/y lub ma widoczne mięśnie. Nikt nie był krytykowany ani wyśmiewany za wygląd. Rozmawialiśmy o muzyce, hobby, a nie o tym, ile zjedliśmy kalorii i co robić, żeby rozwinąć mięśnie na tyłku. A dziś małolaty na Facebooku rozmawiają właśnie o tym...

Oczywiście na pewno nie jest tak, że każdy dzisiejszy małolat jest pusty i zainteresowany wyłącznie wyglądem zewnętrznym. Na pewno nastolatki interesują się czymś więcej niż dbanie o siebie. Na pewno nie wszyscy mają wypaczony obraz swojego ciała. Ale sam fakt, że wygląd zewnętrzny jest tak ważny już dla jedenastoletnich dzieci, a przede wszystkim to, że chcą one dążyć do ideału, którego osiągnięcie jest nierealne bez skutków negatywnych dla zdrowia, jest mocno niepokojący. 
Właściwie to im współczuję, bo trudny musi być okres dorastania pod taką presją idealnego wyglądu. Okres dojrzewania nigdy nie jest łatwy, dla mnie też był beznadziejny, pamiętam, że miałam doła przez niemal całe gimnazjum, ale przyczyną tego doła nie był mój wygląd zewnętrzny. Na trądzik młodzieńczy itp. pierdoły miałam wywalone, przechodziłam tylko i aż etap pt. "nikt na tym świecie mnie nie rozumie". ;) Ale mnie nikt nie próbował wmówić, że powinnam wyglądać, jak jakaś laska na Instagramie, bo Instagrama nie było. I gdy sobie to uświadomiłam, doszłam do wniosku, że właściwie miałam szczęście, rodząc się w tych czasach, a nie innych. 

4 komentarze:

  1. Epatowanie wysuszonymi, kościstymi strzygami typu Anja Rubik robi swoje. Niedawno przy okazji oglądania teledysku do piosenki George'a Michaela "Freedom", dowiedziałem się, że legendy modelingu Linda Evangelista, Christy Turlington, Naomi Campbell, Cindy Crawford były GRUBE! Stwierdziła tak piętnastolatka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś jedna malolata pytała, ile powinna wazyc przy swoim wzroście, akurat takim samym jak mój. Dowiedziałam się,że mam ponad 20 kg do zrzucenia. A nie mam nadwagi, mieszcze się w 38...

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz dużo racji w tym co napisałaś. Kiedy miałem 11 lat też się nie przejmowałem takimi rzeczami, a przyznam, że wyglądałem jak pulpet. Oczywiście w szkole zdarzyło się raz czy dwa, że ktoś zaśmiał się z moich krągłości, ale nie przypominam sobie by było to jakieś mega wredne. Obecnie jednak nie tylko wśród dzieci czy tam młodzieży panuje uwielbienie pięknego ciała. Dorośli wcale nie są lepsi w tej kwestii. Dziwne to wszystko i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu osobom po prostu wali się w mózgu przez to, co widzą w mediach i na portalach społecznościowych. Dorośli tez oglądają modelki fitness itp.zdjęcia przerobione tak, że prawie niepodobne do człowieka. To wpływa na to, jak postrzegamy siebie samych i innych ludzi. I masz rację, że wśród dorosłych tez są osoby, którym pod tym względem odbija, nie dotyczy to wyłącznie nastolatków. I to w sumie jest ciekawe, że ludziom, którzy nie wychowali się na tych przerabianych zdjęciach, przestawia się w mózgach "na starosc".

      Usuń